Sierpień 19, 2017, 11:08:05 am

Autor Wątek: Death Line  (Przeczytany 857 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline yleven

  • New
  • Wiadomości: 12
  • Liked: 2
Death Line
« dnia: Wrzesień 09, 2011, 06:55:24 pm »
  • Publish
  • Intenciones by The Islanders on Grooveshark
    dzień po wyjściu na wolność z czeluści kurortu hellskiego


    zabiłem najcenniejszą rzecz w życiu by móc dalej żyć ...pozbyłem się "swojej miłości" ...
    po 4 latach ciągłych starań o Nią upadłem zabrakło mi sił zgasła nadzieja skończyła się wiara a miłość stała się głucha na moje wołanie trafiłem do piekła ...byłem sam nagi w ciemnej małej zimnej i wilgotnej celi bez okien tylko ja i moje myśli...prawdziwe piekło byłem zwierzęciem wyłem z rozpaczy jak wilk w ciemną mroźną noc do księżyca który moich smutków wysłuchiwał ...


    plułem krwią drapałem ściany do krwi z żalu strachu i bezsilności,cierpiałem nieustannie co dzień i co noc na niemożliwy do opanowania ból psychiczny i fizyczny ból głowy,którego nawet środki przeciwbólowe nie były w stanie uśmierzyć...
    moje myśli dręczyły mnie ...raz byłem rozpędzonym tornadem,które zasysa i niszczy wszystko na swojej drodze
    innym razem środkiem galaktyki którą wprawiałem w ruch myślą ...byłem też czarną dziurą która wchłaniała w siebie to wszystko...


    wszystko co się liczyło stało się nieważne...niebo było ciemne aż po horyzont cały świat stał się pusty i ludzi tam nie było...nie było też nawet cienia nadzieji... przyszłość i teraźniejszośc stała się pustką bez znaczenia ...samotność w tym świecie stała się nie do zniesienia...sny i rzeczywistość zlały się w jedno


    krew zaczęła krążyć w odwrotnym kierunku podążając za zrozpaczoną myślą która szukała stamtąd ucieczki...


    zawędrowałem w myślach na najwyzszą górę świata tuż podemną był cały ten świat...usiadłem spokojnie jak starzy indianie przed wyprawą do krainy wiecznych łowów...byłem tam tylko ja i Stwórca...
    opowiedziałem Mu co czuję...zamierzałem oddać swe życie... moja dusza zaczęła płonąć już od pierwszych słów...ogień płonął niebieskim żarem wew.mnie...
    całe ciało płonęło spalało się w ogromnej wprost niewyobrażalnie temperaturze...całe ciało wszystkie myśli grzechy smutki i żale stałem się częścią ognia był we mnie i ja w nim byliśmy jednością...czułem że ten ogień jest wyrazem mojego bólu nie miałem żadnych wątpliwości tak jak w momencie kiedy trzymasz w ręku zapałkę a w drugiej pudełko z siarką że jeśli potrzesz onie zapałką to ta zapałka od tego zapłonie..
    wiedziałem wyraźnie że jeśli w tym momencie zechcę to nastąpi SAMOSPALENIE...to było oczywiste...jak mówisz i masz


    nagle znikąd pojawił się strach...jak chochlik...przyniósł mi ze sobą zwątpienie ...na chwilę przed ...wyłączyłem wszystkie procesy myślowe...machine stop!!! ...
    pomyślałem jeśli idę w tym kierunku i taki jest koniec tej drogi to jeśli się odwróce i pójdę w przeciną stronę to czy nie powinienem dojść do przeciwnego rezultatu?
    co to?rozum ?rozsądek?niewyłączony?dziwne...przypomniało mi się przysłowie chińskie


    nie ważne jak długo idziesz w złym kierunku zawsze możesz przecież zawrócić...



    wstałem i zacząłem biec przed siebie ...w przeciwną stronę biegłem tak dzień i noc w końcu stanąłem odwróciłem się za siebie i życzyłem Jej szczęścia miłości uśmiechnąłem się posłałem całusa i pozwoliłem odejść ...jak białe płatki śniegu zaczęły spadać na mnie delikatnie myśli ...uspokajały mnie otulały...
    przepraszam siebie swoje ciało za to że się krzywdziłem nie dbałem o siebie sam sobie wmawałem te głupie rujnujące myśli te lęki...przez które później cierpiałem a przecież ja sam jestem swoim najlepszym przyjacielem a moje ciało jest zawsze ze mną kocham je od dziś...i będę o siebie dbał...bo zapomniałem o sobie...przepraszam siebie i wybaczam sobie czy coś może mnie teraz zmartwić?stanąć na drodze...wstałem z popiołów...przeszedłem przez piekło...dziś zaświeciło znów słońce słyszę śpiew ptaków...przechodząc czuję jak obok mnie rozkwitają kwiaty...słyszę szepty zwierząt...jednoczę się ze wszystkim co żyje...i rozumiem to ...jesteśmy częścią całości


    a Ona?nie odeszła przecież jest ...tylko obok  aja?hm mam co robić tyle rzeczy do poprawienia... nie szukam już niczego poza mną to udało mi się wynieść dla Was z piekła...


    « Ostatnia zmiana: Październik 17, 2013, 03:51:31 pm wysłana przez House »