Maj 23, 2017, 10:40:37 am


Autor Wątek: Ks. Jan Twardowski  (Przeczytany 2367 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline LI

  • Modérateur
  • Level I
  • *****
  • Wiadomości: 444
  • Liked: 20
  • Bądź sobą, wszyscy inni są już zajęci ....
  • Grupa: A RH +
Ks. Jan Twardowski
« dnia: Maj 27, 2013, 11:31:44 am »
  • Publish
  • Intenciones by The Islanders on Grooveshark
    Lubić, żeby kochać

         Słowo miłość jest tak nadużywane, jak - z przeproszeniem - cierpliwie wydojona krowa. Już wszystko z niego wydojono, co można. Ileż jest innych słów bardziej wypoczętych i nie tak przemęczonych: życzliwość, dobroć, serdeczność, wyrozumiałość, wytrwałość, wierność, gotowość do ofiary.
         Kiedy mówimy: kochaj bliźniego, to możemy sobie pomyśleć, że miłość jest w tym wypadku przymusem. Lubić znaczy więcej niż kochać. Można kochać i nie lubić. Trzeba tak lubić, żeby kochać.
         Jak żyć obok siebie, przy sobie i z sobą? Ze wszystkich miłości najtrudniejsza jest miłość do najbliższych. Zapytałem swego znajomego, który jest piętnaście lat po ślubie:
    - Co tam u ciebie w domu?
    - Wszystko dobrze - odpowiedział. - Kochamy się, ale udusiłbym ciotkę, bo za długo rozmawia przez telefon, żonę bo stale podejrzewa, teściową, bo wciąż się wtrąca, nawet babcie, która jest za stara na babcie.
         Jak kochać najbliższych? Miłość wymaga mądrości życiowej. Na przykład trzeba umieć w dobrym momencie zwrócić uwagę. Mężowi, który wrócił do domu z pracy po walce z szefem, nie można od razu pożalić się, że byczki w tomacie podrożały. Dziecku, które wróciło do domu z dwójką w zeszycie i trzasnęło drzwiami ze złości, nie należy od razu zwracać uwagi. Trzeba umieć przeczekać, zapytać, dlaczego jest takie złe, i dopiero potem przypomnieć, że drzwi służą do otwierania i zamykania, a nie do wyładowywania wściekłości. Dobrze jest pilnować siebie, żeby na złość nie odpowiadać złością. Przypomina mi się dwuwiersz:
    Kiedy wszyscy: „W mordę! W mordę!”
    Wśród brzegu szkła i kobiet wycia.
         Dlaczego bywają takie sytuacje? Dlatego, że ludzie odpowiadają złością na złość, agresją na agresje, wściekłością na wściekłość.
         Czułość w miłości też musi być mądra. Nie można nadużywać zdrobnień, traktować męża jak dziecko: Czy dolać ci mleczka do herbatki? Czy zjesz pieseczku pierożki z mięskiem? Jak ktoś powiedział: „Za taką czułość - wyznam szczerze - to mnie od razu cholera bierze".
         Czy zdajemy sobie sprawę, że powinniśmy dziękować za najbliższych? Oni pomagają nam dojrzewać, uczą tolerancji, poznawania siebie i innych. Tak się czasem sobie podobamy, że wokół siebie chcemy mieć i widzieć tak samo sympatycznych jak my. Tymczasem ci najbliżsi są różni i to tych rożnych mamy kochać, a nie podobnych do nas.
         W dziękowaniu jest uleczenie z próżności. Dziękowanie uczy dostrzegania najbliższych. Kiedy dziękuję zapominam o sobie i widzę tego, który zwrócił na mnie uwagę. W życiu rodzinnym dobrze jest częściej mówić „dziękuje” niż „proszę”. Z najbliższymi bywa tak, że możemy się i zbliżać do nich, i do nich oddalać. Spróbujmy częściej zbliżać się, dziękując im za rzeczy najprostsze na przykład za to, że nie przeszkadzali w drzemce i nie krzyczeli, nie ryczeli, nie przybijali obrazka do ściany, nie powtarzali liczebników po angielsku na glos. Miłość musi być cierpliwa, żeby umieć przetrwać.

    http://24.media.tumblr.com/tumblr_l1qel64Rhp1qbt5s0o1_400.jpg

    Kochaj i pracuj

     Czy można miłość nakazać jak przykazanie? Można wydać komendę: „W tył zwrot!”, „W lewo patrz!”, „Spocznij!”, ale czy można powiedzieć: „Kochaj tego pana, którzy chodzi po parku i wzdycha”, „Kochaj panią, która założyła niemodny kapelusz”?
         Jeżeli uważamy, że miłość to tylko uczucie, fascynacje, wzruszenie, zakochanie - to takiej miłości chyba nie można nikomu nakazywać przykazaniem. Taka miłość przychodzi spoza nas i może być radością lub cierpieniem. Zawsze wielkim doświadczeniem dla człowieka, próbą, jak zachowa się w okresie sentymentalnej niedojrzałości.
         Jeżeli Ewangelia nakazuje przykazaniem: „Miłuj bliźniego”, to ma na myśli taką miłość, która jest troską o człowieka, odpowiedzialnością za niego i ogromną pracą nad sobą, walką z własnym egoizmem, która przeszkadza w miłości. Taką miłość trzeba nakazywać jako pracę nad sobą. Kochać drugiego człowieka oznacza wielką pracę nad sobą.
         Najczęściej kochamy kogoś takim, jakim on nie jest, a najważniejsze: uczyć się kochać takim, jakim on jest.

    http://24.media.tumblr.com/tumblr_lzj219CmOU1r6cg73o1_500.jpg

    Dawać czy przyjmować?

    Tyle mówi się o miłości. Temat stale na dzisiaj. Dla wszystkich: i dla głośnych pisarzy, i dla nieśmiałych zakochanych. Co w miłości jest najważniejsze: dawać, brać czy przyjmować?
         Najczęściej wydaje nam się, że kochać to przede wszystkim dawać. Zakochany biegnie na jednej nodze po trzy stokrotki dla ukochanej - szczęśliwy, że może dać. Matka daje wszystko dziecku: potrafi codziennie ściągać wózek z drugiego piętra, by iść z nim na spacer, i karmi je siedem razy.
         Dawać to znaczy troszczyć się o kogoś, martwić się, czy ukochanego brzuch czasem nie boli, smarować mu bułki grubo masłem, zasłonić szalikiem klosz od lampy, żeby kogoś światło nie raziło i żeby nie mrugał w chorobie, załatwić mu tysiące spraw jak najszybciej, szyć mu rękawiczkę po nocach, żeby mu nie zmarzł mały palec u lewej ręki, bo podobno z niego największy zmarzlak.
         Jedna z moich starszych znajomych mówiła: „Wszystko ci dam, ale niczego od ciebie nie chcę”. Można się wzruszać taką gorliwością. Ale niestety, czasem kryje się w niej zagrożenie dla prawdziwej miłości. Ten, który daje, może być więcej zachwycony sobą, swoją bezinteresownością niż ten, którego jakoby kocha. Trzeba umieć dawać.
         Kiedy dajemy, nie żądajmy wdzięczności i nie chwalmy siebie, że jesteśmy tak szlachetni i nawet nie chcemy, by ktoś przybiegał nam dziękować. W miłości prawdziwej trzeba tak dawać, by nie myśleć o sobie samym. Miłość nie rachuje.

    Powiedziano Miłości:
    - Napisz swoje imię.
    Napisała.
    Powiedziano:
    - Odczytaj.
    Odczytała.
    Powiedziano:
    - Policz litery.
    Odpowiedziała:
    - Nie uczyłam się rachować.
         Ktoś tak bardzo chciał dawać, że pisał: „Obyś rósł wzdłuż, wszerz i w poprzek”. Tymczasem kochać - to nie tylko dawać, ale i przyjmować.
         Są dwa podobne słowa: przyjmować i brać. Niby podobne, a różne. Ten, który bierze, wybiera to, co mu się podoba, na przykład nie chce od zakochanego fiołka alpejskiego, tylko storczyk. Brać - to wybierać, co nam się podoba, nawet siłą. Ten, który wybiera, zaspokaja miłość własną, wybiera to, co mu dogadza, czego oczekuje. Myślę, że branie jest dalekie od miłości prawdziwej.
         Komuś może się wydawać, że kochać to tylko przyjmować: pozwolić siebie kochać i pozwolić siebie obdarowywać. W takim przyjmowaniu kryje się kolejne zagrożenie: kocham siebie.
         Ale kochać to nie tylko dawać, nigdy nie wybierać na siłę - to także przyjmować. Wydaje się, że przyjmować jest bardzo łatwo. Tymczasem przyjmowanie jest bardzo trudne. Przyjmować oznacza zgadzać się na to, co nam dają, bez względu na to, czy nam się to podoba, czy nie. Nie myśleć o sobie, ale o tym, kto daje, by go nie urazić, choć wręcza nam niezręczny prezent.
         Kochać znaczy także przyjmować wady drugiego człowieka, by go cierpliwością zmienić. Przyjmować tak zwany trudny charakter, choroby, awantury. „Kochać czego znieść nie sposób”. Tylko ci się ranią, którzy najbardziej się kochają. Wobec obcych jesteśmy grzeczni, uczynni, wyrozumiali. Dlaczego się ranimy? Bo nie umiemy się kochać nie sprawdzamy siebie.
         Kochać to wyjść poza siebie, dawać i przyjmować wszystko w imię miłości do tego, kogo się kocha. W miłości trzeba być wyrozumiałym, umieć przeczekać.
         Czy na prawdę kocham tego, o którym mówię, że go kocham? Bo może bardziej kocham samego siebie? Miłość to nie tylko uczucie, ale ciężka praca, o czym jeszcze nie wiedzą zakochani, którzy szepcą: „moja różo, mój ty szczypiorku zielony” - jakby się uczyli tylko botaniki. Z kolei po latach, zagniewani krzyczą: „ty ośle, ty baranie, ty foko” - jakby się uczyli tylko zoologii.
         Jak wielkiego trudu wymaga prawdziwa miłość. Stale czegoś się uczymy: języka obcego, judo, dobrych manier, jak jeść łyżką, czy widelcem, jak obsługiwać komputer. Na naukę nigdy nie jest za późno. Uczmy się kochać, by sprawdzać siebie.

    http://2.bp.blogspot.com/_sWQlExg1TjM/TTSvKnc5mEI/AAAAAAAABtY/24cAQA18c2E/s400/tumblr_lep9lmwu9q1qaf8x2o1_500_large.jpg

    O Miłości mówią wszystko na tak i wszystko na nie. Mówią, że jest przelotna, nietrwała jak dmuchawiec, który wiatr rozdmuchuje, i mówią, że jest dłużej niż na zawsze.
         Niektórzy zakochują się w literaturze, muzyce, nauce, sztuce. Zachowują się jak prawdziwi zakochani. Poświęcają temu, co kochają, wszystkie siły i zdrowie. Jednakże choćby mieli wielkie osiągnięcia, mogą być nieszczęśliwi, bo są zupełnie samotni. Możemy kochać naukę, ale nauka nas nie kocha. Cóż z tego, że ktoś kocha muzykę, ale muzyka go nie kocha.
    Do Miłości potrzebne są dwa serca.
         Znałem malarza, który zakochał się w malarstwie i myślał, że mu to wystarczy. Chociaż cieszył się uznaniem, poczuł się szczęśliwy, dopiero wtedy, kiedy spotkał kobietę, która nawet nie znała się na obrazach.
         Miłość trzeba pielęgnować tak jak dziecko, aby się nie zaziębiła, nie zwariowała, nie wyleciała przez okno jak ptak. Miłość żeby była Miłością, wymaga cierpliwości, pracy nad sobą, walki z egoizmem.
         W języku polskim mówimy niestety „kocham się w kimś”, to znaczy kocham siebie w nim. Tymczasem Miłość to właśnie zapominanie o sobie, myśl, że kocha się kogoś. Miłość jest wyjściem poza siebie, zapominaniem o osobie: „zapomnij, że jesteś gdy mówisz, że kochasz”. Miłość uczy dawania siebie.

    http://s1.favim.com/orig/25/cool-cute-fingers-heart-love-Favim.com-223055.jpg

    Za mało - za dużo

    Z miłością są zawsze kłopoty. Nieraz skarżą się, że kochamy kogoś albo za mało, albo za dużo. Nigdy w sam raz. Jednak ten ktoś kochany w sam raz chce być kochany więcej - i znowu: albo za mało, albo za dużo.
         Kiedyś moja znajoma ubolewała, że ją za mało kochają. Pewnego dnia opowiadała na prawo i lewa o tym, że zgubiła dwieście złotych. Jej narzeczony wyglądał obojętnie przez okno, jakby zobaczył sójkę z niebieskimi piórami i różowym brzuszkiem (oczywiście było to na wsi). Poza tym miała żal do matki o to, że kocha więcej jej siostrę blondynkę niż ją, z czarnymi włosami.
         Spotkałem kiedyś znajomego, również niezadowolonego, ale inaczej. Zwierzał mi się, że żona za bardzo go kocha. Codziennie po sto razy pyta, jak się czuje, denerwuje się, że ma zimne nogi, gorące, czerwone ucho, że kaszle jak owca, którą ostrzyżono przez pomyłkę, kiedy było zimno. Poza tym stale radziła mu „dla jego dobra”, żeby jadł owoce przed obiadem, a nie po obiedzie. Stale proponuje mu wątróbkę. Biedak tak zmęczył się tą cierpliwą, wielką miłością, że kiedy już nie mógł wytrzymać, chciał wyskoczyć przez okno. Nawet już stanął na parapecie, ale poczuł, że bardzo zimno, i przestraszył się, że się przeziębi. Tylko to go uratowało.
         Jeden z mędrców uważał, że nieszczęściem jest być kochanym za bardzo, bo zbyt wielka miłość albo się zmęczy, albo nie wytrzyma ciągłego napięcia. Szybko się wyczerpie. Przejdzie w obojętność albo nienawiść. Pęknie jak napięta cięciwa.
         Jednego tylko Boga nigdy nie kochamy za dużo. Bo nawet jeśli kochamy za dużo - to i tak jeszcze za mało.
         Dobrze jednak nie myśleć: „za mało” czy „za dużo”, ale zastanowić się, czy „naprawdę”. Kocham pannę Agatę czy „kocham się” w pannie Agacie i przypadkiem nie kocham więcej samego siebie. Kocham ją, bo mnie wychwala, piecze mi placki, przyszywa guziki, przebacza, nawet gdy wstanę lewą nogą, i to za późno. Jeżeli ktoś tak kocha, kochając samego siebie, to na pewno ukochaną kocha za mało, a siebie za dużo.
         Mówią, że lekarze dzielą się na trzy kategorie: interniści - wiedzą za dużo, ale pomagają za mało; chirurdzy - niczego nie wiedzą i szybko pomagają; i co, którzy przeprowadzają sekcje - wiedzą za dużo, ale za późno. Miłości trzeba się uczyć, żeby nie było za późno.

    http://favim.com/orig/201108/05/accessories-beautiful-clock-cute-jewelry-Favim.com-120236.jpg

    Większa od nas

         O miłości mówią wszystko na tak i wszystko na nie. Mówią, że jest przelotna, nietrwała jak dmuchawiec na wietrze, i mówią, że jest dłużej niż na zawsze. Potrafi być okropna i urocza. Czasem niespodziewanie od pierwszego wejrzenia, jak w powieściach Henryka Sienkiewicza.
         Niektórzy zakochują się w literaturze, muzyce, nauce, sztuce. Zachowują się jak prawdziwi zakochani. Poświęcają temu, co kochają, wszystkie siły i zdrowie. Jednakże choćby mieli wielkie osiągnięcia, mogą być nieszczęśliwi, bo są zupełnie samotni. Możemy kochać naukę, ale nauka nas nie kocha. Do miłości potrzebne są dwa serca. Znałem malarza zakochanego w malarstwie - myślał, że mu to wystarczy. Chociaż cieszył się uznaniem, poczuł się szczęśliwy dopiero wtedy, kiedy spotkał kobietę, która nawet nie znała się na obrazach.
         Miłość różni się od przyjaźni. Przyjaźń musi być wzajemna. Jeśli nie jest wzajemna, nie jest przyjaźnią. Miłość bywa niewzajemna. Taką miłość zawsze wynagradza Bóg.
         Miłość trzeba pielęgnować tak jak dziecko, aby się nie zaziębiła, nie zwariowała, nie wyleciała przez okno jak ptak. Miłość, żeby była miłością, wymaga cierpliwości, pracy nad sobą, walki z egoizmem.
         W języku polskim, niestety, mówimy: „kocham się w kimś”, to znaczy kocham siebie w nim. Tymczasem miłość to właśnie zapominanie o sobie, myśl, że kocha się kogoś. Miłość jest wyjściem poza siebie, zapominaniem o sobie: „zapomnij, że jesteś gdy mówisz, że kochasz”. Miłość uczy dawania siebie. Miłość prawdziwa jest trudna.
         Z miłością zawsze kojarzy się cierpienie. Nieraz pytamy, czy cierpienie ma sens. Cierpienie w miłości ma swój sens. Jest jedyną możliwością sprawdzenia miłości. Cierpienie w miłości ma sens. Jest jedyną możliwością sprawdzenia miłości. Nieważne, jak kto cierpiał, ale dlaczego cierpiał. Jeżeli cierpiał z miłości do drugiego człowieka, to jego cierpienie jest świadectwem miłości. Potwierdza jego miłość. Prawdziwa miłość szuka trudnych dróg.
         Z miłością kojarzy się samotność, co jest jedyną z jej tajemnic. Sam człowiek nie może wystarczyć drugiego człowiekowi. Miłość jest większa od nas. Przychodzi spoza nas.
         Miłości zawsze towarzyszy niepokój. Nawet ci, którzy najbardziej się kochają, stale się niepokoją, że ten, którego kochają, może zachorować, ulec wypadkowi, umrzeć. Miłość czasem bywa bezradna. Musi oprzeć się na kimś potężniejszym niż człowiek.
         Miłość jest odpowiedzialnością. I czymś więcej niż uczuciem. Trzeba się jej stale uczyć, by nie była tylko wzruszeniem, zakochaniem. Niedobrze uczyć się jej z obejrzanych filmów, przeczytanych romansów.
         Są tacy, którzy po prostu kochają kogoś, wzajemnie się szanują, potrafią dawać i przyjmować. Przejmowanie jest czasem trudniejsze od dawania. Uczą się miłości przez pamięć o swoich dobrych rodzicach, uczą się jej od ludzi cierpliwych, służących sobie. Może oni najbardziej cieszą się szczęściem ludzkiej miłości.

    http://24.media.tumblr.com/tumblr_m7r4ae1cF51raq6vgo1_500.jpg

    Czy naprawdę

         Czy naprawdę kocham tego, o którym mówię, że go kocham? Bo może bardziej kocham samego siebie? Miłość to nie tylko uczucie, ale ciężka praca, o czym jeszcze nie wiedzą zakochani, którzy szepcą: „moja różo, ty szczypiorku zielony”, jakby się uczyli tylko botaniki. Z kolei po latach zagniewani krzyczą: „ty ośle, ty baranie, ty foko”, jakby się uczyli tylko zoologii.
         Jak wielkiego trudno wymaga prawdziwa miłość. Stale się czegoś uczymy: języka obcego, judo, dobrych manier, jak jeść łyżką czy widelcem, jak obsługiwać komputer. Na naukę nigdy nie jest za późni.

    Uczmy się kochać, by sprawdzać siebie.
    Boże którego nie widzę
    a kiedyś zobaczę
    przychodzę bezrobotny
    przystaję w ogonku
    i proszę Cię o miłość
    jak o ciężką pracę

    http://media.tumblr.com/tumblr_m0w10ch1FP1qkynm4.jpg

    « Ostatnia zmiana: Maj 27, 2013, 11:35:15 am wysłana przez LI »