Maj 28, 2017, 08:47:54 am

Autor Wątek: Co odbiera nam wolność?  (Przeczytany 1169 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Moniq

  • Modérateur
  • Level II
  • *****
  • Wiadomości: 768
  • Liked: 27
  • Grupa: A RH+
  • Nastrój: I'm like angel @:-)
Co odbiera nam wolność?
« dnia: Sierpień 03, 2012, 08:36:13 pm »
  • Publish
  • Intenciones by The Islanders on Grooveshark
    Zewsząd słyszę „musisz”, „powinnaś”, „jesteś tego warta”, „bądź taka” ...

    Taki jakiś świat dziwny się zrobił..
    Kolekcjonujemy kolejne gadżety, tysiąc znajomych na facebooku, kolejne strony o rozwoju, kursy doskonalące, szkolenia....
    A jednak coś krepuje ręce... Niby ciągle więcej i lepiej ale jednak czegoś brak.

    Czego? Wolności... Czuję, że sami się krepujemy.. Sami odbieramy sobie wolność.

    Widze to tak ....

    Odbieramy sobie wolność pragnieniami „Ma być tak jak ja chcę!”. Wtedy uważamy, że wolność zawiera się w tym, że świat, los spełnia nasze wszystkie pragnień, zachcianki i oczekiwania.
    Nie mając tego czego pragniemy czujemy się zniewoleni.
    Złościmy się jak małe dziecko w piaskownicy, któremu nikt nie dał wiaderka.

    Wolność odbieramy sobie też wtedy kiedy nie słuchając własnego głosu wewnętrznego za wszelką cenę chcemy spełniać oczekiwania innych, dopasować się do świata, pasować do ogólnie przyjętego szablonu. Bardzo boimy się braku akceptacji i więzimy świadomie bądź nie własne pragnienia, myśli, emocje.. swoje ja.
    A tylko ludzie wolni od tego mogą bez lęku otworzyć serce aby dać siebie – sobie i innym.

    Wolność może odbierać też czas. Możemy zamknąć się w klatce przeszłości- wtedy patrzymy na to co teraz przez jej właśnie pryzmat. Możemy zamknąć się w więzieniu lęku o przyszłość. I wtedy nie dostrzegamy teraźniejszości, przegapiamy życie.


    Co jeszcze odbiera nam wolność? Tę wewnętrzną. Najważniejszą.


    13

    • Gość
    Odp: Co odbiera nam wolność?
    « Odpowiedź #1 dnia: Sierpień 05, 2012, 05:32:18 pm »
  • Publish

  • Widze to tak ....

    Odbieramy sobie wolność pragnieniami „Ma być tak jak ja chcę!”. Wtedy uważamy, że wolność zawiera się w tym, że świat, los spełnia nasze wszystkie pragnień, zachcianki i oczekiwania.
    Nie mając tego czego pragniemy czujemy się zniewoleni.
    Złościmy się jak małe dziecko w piaskownicy, któremu nikt nie dał wiaderka.






    hm.... ja widzę to nieco inaczej. To właśnie moje pragnienia i "zachcianki" dają mi wolność. Zamykam oczy i widzę siebie w innej rzeczywistości; umiem się nią nasycić, nacieszyć..... Gdy oczy już otworzę, to udaje mi się pozostać w tej "mojej" rzeczywistości. Świat pragnień, marzeń staje się realny. Gdzieś w okolicy splotu słonecznego czuję, jak coś mnie ciepło i miło rozświetla. Wtedy siadam i piszę, piszę, piszę......... Tworzę kolejną rzeczywistość, przenoszę się do spełnionych pragnień i pozostaję w nich do kolejnej zachcianki. Biorę ołówek i rysuję, chwytam aparat i na drodze staje mi bajka. A ja jestem wolna... Po prostu wolna..... Nic nie muszę; mogę jedynie chcieć :)

    Offline Moniq

    • Modérateur
    • Level II
    • *****
    • Wiadomości: 768
    • Liked: 27
    • Grupa: A RH+
    • Nastrój: I'm like angel @:-)
    Odp: Co odbiera nam wolność?
    « Odpowiedź #2 dnia: Sierpień 05, 2012, 09:49:53 pm »
  • Publish
  • Smi,

    mam wrażenie, że Ty mówisz o wyobraźni i marzeniach.

    Ja mówię o "chceniu". Taki przykład: musiałaś się wykazać w pracy. Wykazałaś się. Miała być nagroda np. awans. Nie ma. I rozpamiętujesz, masz żal, że go nie ma..... Że nie jest tak jak być Twoim zdaniem powinno, jak miało się ułożyć...

    A tak sobie dziś myślę, że wolność odbiera nam jeszcze lęk. Strach przed nieznanym, kreowanie czarnych scenariuszy, obaw. Ze strachu, że wyjdzie źle wycofujemy się czasem z jakiś wyborów bo tak będzie bezpieczniej.
    A lepiej coś zrobić i żałować niż żałować, że się nie zrobiło. Jakoś tak to leciało ;).

    TURBO - "Lęk"
    « Ostatnia zmiana: Sierpień 05, 2012, 09:55:56 pm wysłana przez LI »

    Offline Radiana

    • Friends
    • New
    • *
    • Wiadomości: 74
    • Liked: 7
    Odp: Co odbiera nam wolność? - Lęk samotnosci
    « Odpowiedź #3 dnia: Sierpień 11, 2012, 04:27:40 pm »
  • Publish
  • Jiddu KRISHNAMURTI
     LĘK WEWNĘTRZNEJ SAMOTNOŚCI

    Jakże bardzo potrzeba nam umierać każdego dnia, każdej godziny, dla wszystkiego, dla wielu "wczoraj", jak i dla chwili, która tylko co minęła. Bez śmierci nie ma odnowienia, nie ma twórczości. Ciężar przeszłości rodzi swą własną ciągłość, a troski "wczoraj'' nadają nowe życie troskom naszego dziś. Wczoraj przedłuża się w dziś, a jutro jest jeszcze wciąż wczorajszym dniem. I nie masz innego oswobodzenia się od tej ciągłości jak w śmierci. W takim umieraniu jest radość. Ten nowy poranek, świeży i jasny, jest wolny od świateł i cieni wczorajszego dnia; śpiew tego ptaka opodal dochodzi po raz pierwszy, jak i dobiegający gwar dziecinnych głosów; nie należą one do "wczoraj". Wciąż dźwigamy pamięć ubiegłych "wczoraj", i pod ich cieniem mrocznieje nasza istota. Dopóki umysł jest mechanicznie działającą maszyną pamięci, nie może zaznać spokoju, spoczynku, ani ciszy. To, co jest ciche może się odrodzić, ale to, co jest w nieustającym działaniu zużywa się, stępia i staje się bezużyteczne. Źródło wystrzela gdy się coś kończy, a śmierć jest równie bliska jak życie.

    Mówiła, iż studiowała przez wiele lat pod kierunkiem psychologa, poddała się nawet jego psychoanalizie, co dość długo trwało. Choć była wychowana w chrześcijaństwie, studiowała także filozofię Indii i znała jej mistrzów; nigdy nie należała do jakiejś wyznaniowej grupy i nie przyjęła żadnego filozoficznego systemu. Trwało w niej od dawna ciągłe niezadowolenie; odrzuciła nawet psychoanalizę, a obecnie oddawała się jakiejś pracy społecznej. Była zamężna i znała dobrze wszystkie udręki rodzinnego życia, jak i jego radości. Szukała ostoi w różnych rzeczach: w społecznym stanowisku i wpływie, w pracy, w dostatku, i w pięknie tego kraju nad błękitnym morzem. Zmartwienia mnożyły się, jednak mogła im zawsze podołać; ale nie udawało się jej nigdy sięgnąć głębiej, poza pewną granicę, a ta nie była od powierzchni odległa. Płytkie jest prawie wszystko i prędko się wyczerpuje, by zacząć się znów w następnej płyciźnie. To, co jest niewyczerpalne, nie da się odkryć żadną pracą myśli.

     
    "Rzucałam się z jednej działalności w drugą, szłam od jednego niepowodzenia w drugie, zawsze unoszona falą, wciąż za czymś goniąc. Teraz, gdy doszłam do końca jednego dążenia, a zanim pójdę za drugim, które znów mnie pochłonie na szereg lat, usłuchałam silniejszego impulsu i oto jestem tutaj. Mogę powiedzieć iż życie dobrze mi się układało, było bogate i wesołe. Interesowałam się wielu rzeczami, a niektóre przedmioty studiowałam dość wszechstronnie; ale jakoś po tylu latach wciąż znajduję się na powierzchni wszelkich spraw, jakby nie stać mnie było na przekroczenie pewnego punktu; chce iść głębiej, a nie potrafię. Mówią mi, iż to, co robię, robię dobrze, i właśnie to "robienie dobrze” mnie ogranicza. Moje zacieśnienia są dobroczynnego rodzaju: pomaganie potrzebującym, uczynność, szczodrość i tym podobne; ale mnie to wiąże jak każde inne uzależnianie się. A chcę być wolna, nie tylko od tego rodzaju zależności, ale od wszystkich i sięgnąć chcę poza nie. Stało się to w tej chwili narzucającą się koniecznością, nie tylko jako skutek słuchania waszych wykładów, ale i moich własnych doświadczeń i obserwacji. Na razie oddaliłam się od mej społecznej pracy, czy ją podejmę na nowo, czy nie, zdecyduje się później."

     
    Czemu pani nie spytała siebie już dawniej, co jest pobudką do tych wszystkich działalności?"

     
    "Nie przyszło mi nigdy na myśl spytać siebie dlaczego tkwię w społecznej pracy. Zawsze chciałam pomagać i robić ludziom dobrze, a nie był to wcale próżny sentymentalizm. Przekonałam się, że ludzie z którymi przebywam nie są prawdziwi, że są tylko maskami; a ci którzy potrzebują pomocy są prawdziwi. Żyć z tymi w maskach jest nieznośne i ogłupiające; ale z tymi drugimi pojawiają się tarcia i ból."

    Dlaczego oddaje się pani pracy społecznej lub jakiejkolwiek innej?

    "Przypuszczam, że po prostu dlatego aby trwać i ciągnąć dalej. Trzeba żyć i działać, a moim ograniczeniem było działanie jak najbardziej godziwe. Nigdy nie zadawałam sobie pytania, czemu robię to wszystko; ale teraz chcę to odkryć. Ale zanim pójdziemy dalej w naszej rozmowie, muszę powiedzieć że jestem człowiekiem samotnym; choć spotykam wielu ludzi, czuję się sama, i lubię to. Jest coś wspaniałego w takim czuciu się samą."

    Być w prawdziwej samotności, w najwyższym tego słowa znaczeniu, jest rzeczą doniosłą; ale rodzaj samotności płynącej z oddzielania się od innych, daje wprawdzie poczucie siły, władzy i niedostępności, ale jest po prostu wyodrębnianiem się, jest rodzajem ucieczki i chronienia się. Ale czyż nie jest ważne by znaleźć odpowiedź na poprzednie pytanie: czemu pani nigdy siebie nie spytała co panią skłania do tych wszystkich - przypuśćmy dobrych - działalności? Czy nie należałoby w to wniknąć?

    "Tak, spróbujmy. Sądzę, że lęk wewnętrznej samotności był u podłoża wszystkiego co robiłam".

    Dlaczego używa pani słowa "lęk" w zastosowaniu do wewnętrznej samotności? Wszak nic pani nie ma przeciwko samotności zewnętrznej, a od wewnętrznej pani się cofa. Dlaczego? Lęk, strach, nie jest abstrakcją, istnieje tylko w stosunku do czegoś; nie może istnieć sam przez się, oczywiście istnieje jako słowo, ale jest odczuwany tylko w kontakcie z czymś innym. Przed czym jest ta obawa?

    "Przed ową wewnętrzna, samotnością."

    Lęk istnieje tylko w stosunku do czegoś innego. Nie może pani obawiać się wewnętrznej samotności, gdyż w nią pani nie spojrzała; ocenia ją pani w tej chwili porównując z czymś już znanym. Zna pani swą wartość... jeśli można się tak wyrazić - jako matki, jako pracowniczki społecznej, jako zdolnej i sprawnej jednostki... i zna też pani wartość swej zewnętrznej samotności. Więc w stosunku do tego wszystkiego mierzy pani, lub podchodzi do zagadnienia samotności wewnętrznej; zna pani to co było, ale nie zna pani tego co jest. Znane patrząc w twarz nieznanego wywołuje lęk; właśnie to działanie znanego stwarza strach.

    "Tak, to prawda. Porównuję samotność wewnętrzną do tego, co znam przez doświadczenie. l właśnie to stwarza lęk przed czymś, czego dotąd nie doświadczyłam."

    Więc pani lęk nie dotyczy w istocie samotności wewnętrznej; to przeszłość obawia się czegoś co nie jest jej znane, czego jeszcze nie doznała. Przeszłość chce wchłonąć to nowe, uczynić zeń doświadczenie. Ale czy może przeszłość - którą pani sama jest - doznać nowego, czyli tego co jest nieznane? Znane jest w stanie doświadczyć tylko tego, co jest tej samej co ono natury, ale nigdy tego, co jest nowe i zgoła nieznane. Nadając temu nieznanemu pewne miano, nazywając je "samotność wewnętrzna", przyjęła je pani tylko słownie i nazwa zastępuje doznanie, bowiem słowo przysłania lęk. Nazwa "samotność wewnętrzna" przykrywa fakt, to, co jest, i samo słowo wywołuje lęk.

    "Ale jakoś się tak dzieje. że nie jestem w stanie w to spojrzeć".

    Trzeba najpierw zrozumieć, dlaczego nie jesteśmy w stanie patrzyć na fakt - na to, co jest; co nam przeszkadza być odbiorczo czujnym i obserwującym. Niech się pani nie stara spojrzeć w to w tej chwili, raczej proszę wsłuchać się spokojnie w to, co się mówi.
    Znane, doświadczone w przeszłości, usiłuje wchłonąć to co nazywa "samotnością wewnętrzną"; ale nie potrafi tego przeżyć, gdyż nie wie, co to jest, zna tylko samą nazwę, ale nie to, co się poza nią ukrywa. Nie można doświadczyć nieznanego, Możemy o nim myśleć, lub spekulować, albo się go obawiać; ale myśl nie może go ogarnąć będąc sama wytworem znanego, wynikiem doświadczeń. Nie mogąc poznać nieznanego obawia się go. I ten lęk będzie trwał dopóki umysł pragnie doświadczać i pojąć nieznane.

    "Więc co...?"

    Proszę posłuchać. Jeśli pani rzetelnie się wsłucha, prawda całego tego procesu odsłoni się sama, a wówczas prawda będzie jedynym działaniem. Każda postawa jaką myśl zajmie w stosunku do wewnętrznej samotności będzie wymknięciem się, ucieczką w unikaniu tego, co jest. A przez unikanie tego co jest myśl stwarza swe własne uzależnienie, które staje się przeszkodą w wejściu w nowe i nieznane. Lęk jest jedyną odpowiedzią umysłu na nieznane; myśl może to nazywać rożnymi terminami, ale będzie to zawsze lęk. Proszę uważnie spojrzeć, a przekona się pani że myśl nie może mieć żadnego stosunku do tego co jest nieznane, co się ukrywa pod nazwą "samotność wewnętrzna". Dopiero gdy myśl ucicha, to co jest rozchyla się, a jest niewyczerpalne.
    Chciałbym dodać rade - niech pani teraz o tym nie myśli, słyszała pani i niech to działa samo. Zawisnąć w ciszy po dokonaniu orki i siejby to wywołać twórczość.