Wrzesień 24, 2017, 05:42:03 pm

Autor Wątek: Badania niekonwencjonalne  (Przeczytany 827 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Moniq

  • Modérateur
  • Level II
  • *****
  • Wiadomości: 768
  • Liked: 27
  • Grupa: A RH+
  • Nastrój: I'm like angel @:-)
Badania niekonwencjonalne
« dnia: Styczeń 24, 2013, 04:43:45 pm »
Intenciones by The Islanders on Grooveshark
Cytuj
O tym, że mam robaki, dowiedziałam się przypadkiem. W zeszłym tygodniu złapał mnie wirus. Weszłam pod kołdrę i wyciągnął mnie spod niej dopiero telefon od znajomego. Kiedy usłyszał, jak chrypię, natychmiast powiedział: – Na odrobaczaniu oczywiście byłaś? Zaskoczył mnie, więc dopiero po chwili wychrypiałam: – Nie, dlaczego? Nie mam robaków. Po drugiej stronie słuchawki zaległa krępująca cisza. – Mam nietolerancję pokarmową – dodałam po chwili, żeby jakoś poprawić wizerunek. Wiem, że nic tak nie budzi jego szacunku, jak śledzenie na bieżąco najnowszych trendów medycyny niekonwencjonalnej.

Glisty mam na pewno
Hipochondrycy ulegają im co jakiś czas na całym świecie, więc ja także uległam w ostatnich miesiącach modzie na sprawdzanie tzw. kodu metabolicznego w niepublicznym zespole opieki zdrowotnej Vimed (za jedyne 1400 zł). Dowiedziałam się, że uczula mnie na przykład kawa, co, jak się później okazało, nie do końca było prawdą. Testu jednak nie powtórzyłam, żeby sprawdzić jego wiarygodność, bo żal mi było pieniędzy. Nie dałam też sobie płukać okrężnicy, co miało być dalszą częścią kuracji, bo się przestraszyłam. Dlatego z uczuciem zawiści śledziłam kolejne doniesienia w prasie, że dała to sobie zrobić większość celebrytów w Polsce, a nawet Aleksander Kwaśniewski. Nie omieszkały pokazać tego tabloidy, w których na zdjęciach można zobaczyć, jak były prezydent wraz z małżonką naciska klamkę Vimedu. Już po teście, a jeszcze przed płukaniem okrężnicy, tanio, bo za 250 zł, dostałam dietę złożoną z kaszy i warzyw. I dopiero wtedy olśniło mnie, że taką dietę mogła mi za darmo przepisać córka, początkujący psycholog zdrowia.
– Glisty masz na pewno – powiedział po chwili mój znajomy. – Martwię się tylko, bo to może być przywra – dobił mnie. I zaraz wytłumaczył, że ten rodzaj pasożyta zżera po cichutku wątrobę i trzustkę, a chory nie ma żadnych objawów. – Potem stawiają ci diagnozę, że to na przykład nowotwór, ale jest już za późno. Za przywrę musisz się wziąć natychmiast. Dam ci miejsce, gdzie ją wykryją – naciskał.
Kilka godzin później zadzwoniła koleżanka i chcąc mnie podnieść na duchu, powiedziała: – No co ty, to na pewno lamblia. Ja to przechodziłam. Nic się nie martw, dam ci miejsce, gdzie dostaniesz na to owoc orzecha włoskiego. Jest najlepszy – pocieszała mnie.
– Nie mogę w to uwierzyć. Mamy XXI wiek. Tą sprawą powinien się zająć prokurator – mój rodzinny lekarz, kardiolog dr Sławomir Olczak, aż dostał rumieńców, gdy wysypałam mu na biurko leki zakupione podczas dwóch wizyt złożonych w polecanych mi przez znajomych miejscach, żeby sprawdzić (bez pobierania krwi i badania kału!), czy mam robaki.

Mam trzy rodzaje tasiemca w jelitach
W klinice Revitum zostałam zbadana metodą terapii elektroakupunkturowej, za którą niemiecki lekarz dr R. Voll został uhonorowany przez papieża Pawła VI złotym medalem za szczególne zasługi dla cierpiącej ludzkości. W skrócie polega to na tym, że każdy organ człowieka emituje fale, a organ chory emituje inne fale niż zdrowy. Wiem to od dwóch panów, którzy lekarzami nie są, ale zachowywali się jak najbardziej profesjonalnie. Do lewej dłoni przyłożyli mi metalową końcówkę aparatury, w prawej ściskałam drugą. Wskazówka urządzenia zaczęła nieznacznie drgać.
Na szczęście, bo panowie stwierdzili, że to oznacza, iż nie mam problemu z organami wewnętrznymi. Okazało się, że mam za to problem z zatokami. Gdy nieśmiało oponuję, pan Adam mówi zrezygnowany: – Widocznie jest krzywa przegroda nosowa. A po chwili okazuje się, że jednak męczą mnie jakieś pasożyty, tyle że drobne. – Nie są nawet wielkości długopisu – uspokaja mnie drugi pan. Właściwie wszystko jest w porządku. Ale potrzebuję miesięcznej kuracji (choć pan Adam, który nie jest lekarzem, nie może mi obiecać, że wystarczy tylko tyle), przeprowadzonej za pomocą specyfików za około 800 złotych. Kupuję dwa z listy, które – jak później odkrywam – trzy razy taniej można dostać w sklepach zielarskich. Jeden jest na bazie orzecha włoskiego, drugi na bazie kory.
– Z takimi specyfikami trzeba uważać. Niedawno była afera, bo dorzucano do nich jeden ze składników viagry, żeby pacjenci od razu czuli poprawę – mówi dr Olczyk. Ale jego zdaniem są to zwykłe suplementy diety, które ani nie pomagają, ani nie szkodzą. Trudno udowodnić oszustwo, choć klinik stosujących tę metodę i sprzedających takie specyfiki jest w Polsce aż dwanaście.
W Al-Medzie było jeszcze gorzej. Wprawdzie metoda biorezonansu przypominała nieco badanie, które przeszłam w Revitum, ale tym razem odbywało się to w iście chałupniczych warunkach (obok mnie odczulał się z alergii na sierść właściciel kota). Wynik badania prawie mnie załamał. – Ma pani trzy rodzaje tasiemca w jelitach, glistę, ale niech się pani cieszy, że nie ma pani przywry – oznajmiła mi radośnie pani Alina. – Ja mam – dodaje, aby mnie pocieszyć.
Na dyplomach porozwieszanych na ścianie ma przed nazwiskiem skrót mgr. Magister? Czego? Dyplomy mają zaświadczyć, że umie obsługiwać maszynę, na której mnie przed chwilą badała, podobnie jak jej mąż, który także skończył kurs, o czym informuje stosowny papier. A z badania wynika zupełnie co innego niż z diagnozy postawionej przed dwiema godzinami w Revitum. Do południa byłam uczulona na pszenicę, a wieczorem mam problem z robalami.
Macicę powinnam usunąć
Pani Alina proponuje mi lekarstwa, które mogę u niej kupić. Dostaję dwa specyfiki. Jeden na glisty (można go kupić w aptece na receptę), drugi – chyba na tasiemca – jest sprowadzany z Niemiec albo Belgii, w Polsce apteki go nie sprzedają. – Żaden lekarz ani nikt inny nie może sprzedawać lekarstw bez zezwolenia, tym bardziej tych wycofanych z obrotu w Polsce. To jest proceder, którym powinna zająć się prokuratura – powie mi później dr Olczyk. Tabletki mam zażywać jedną po drugiej i pozbędę się pasożytów.
Gdyby się coś działo, mogę dzwonić do pani Aliny, bo raz jedna z pacjentek straciła przytomność, ale jej zdaniem była to wina oleju rycynowego, a nie tabletek. I na koniec dostaję zalecenie, które sprawia, że o mało nie spadam ze stołka. – Macicy powinna się pani pozbyć metodą laparoskopową – mówi pani Alina. – Mój ginekolog mówił, że wszystko w porządku – oponuję. – Ale jak się pani jej pozbędzie, będzie pani mogła przyjmować spokojnie terapię hormonalną – przekonuje. I zaleca w przyszłości profilaktyczne odrobaczanie.
– To jest taka sama rada, jakby mówiła pani, żeby wejść do pieca na kilka zdrowasiek, bo ma pani gorączkę. Nie ma czegoś takiego jak profilaktyczne odrobaczanie. Ręce opadają, kiedy słyszy się podobne zalecenia, które są sprzedawane pacjentom bez badań – mój lekarz niemal płacze.
W tym kontekście nieoczekiwanie poważnie brzmi rada jednego z forumowiczów, „dewulota1” na Kafeteria.pl. Na dramatyczne pytanie internautki (która właśnie wróciła z podobnego badania, jakie ja przeszłam): „Jak pozbyć się tasiemca – pomóżcie!!!!”, odpisuje: „Powinnaś kupić kufel piwa, po czym usiąść nieruchomo z otwartymi ustami nad tym kuflem. Po jakimś czasie tasiemiec, nie mogąc się doczekać piwa (one to uwielbiają), sam wyjdzie ustami do kufla. Ja znam gościa, który tak zrobił. Mało tego, opieprzył kelnerkę, że mu przyniosła coś w piwie i dostał drugie za darmo”.


http://www.newsweek.pl/wydania/1326/moda-na-robaki,85642,1,1


A biedny szary człek nie wie gdzie leży prawda....