Maj 23, 2017, 10:41:11 pm

Autor Wątek: Poczucie krzywdy  (Przeczytany 780 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Grzesiek

  • New
  • Wiadomości: 7
  • Liked: 0
  • Chcesz się dowiedzieć czegoś o mnie? Rozszyfruj QR
Poczucie krzywdy
« dnia: Październik 09, 2013, 09:32:44 am »
  • Publish
  • Intenciones by The Islanders on Grooveshark
    Fragmenty książki: Jerzy Mellibruda, Pułapka niewybaczonej krzywdy

    Utrwalone ślady krzywd z przeszłości mogą mieć bardzo niekorzystny wpływ na bieg ludzkiego życia. Czasem mija dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści lat od tych czasów, kiedy człowiek doznawał ranienia, a mimo to ślady przeszłości zniekształcają bieżące życie. Mogą utrudniać życie ludzi, którym aktualnie dzieje się nie najgorzej, nie mają w zasadzie większych problemów poza tym, że zła przeszłość od czasu do czasu ich dopada. Jeśli jednak życie ludzi z utrwalonymi śladami przeszłości jest pełne kłopotów, ciągłego stresu albo też są uwikłani w sytuację przemocy w rodzinie, bagaż przeszłości jest jeszcze większym obciążeniem. Wpływ śladów krzywdzenia może być ważny i dla zrozumienia sytuacji bieżącej, i dla uwolnienia się z tej sytuacji. 

    Doświadczenie a poczucie krzywdy osobistej
    Trzeba odróżnić, a są to ważne różnice psychologiczne - takie zjawisko jak doświadczenie krzywdy osobistej od poczucia krzywdy. Można mieć bardzo mocne doświadczenia krzywdy osobistej bez poczucia krzywdy. Czasem może być odwrotnie: można mieć poczucie krzywdy, mimo że człowiek tak naprawdę nie przeżył głębokiego doświadczenia krzywdy osobistej albo nie było ono naprawdę intensywne.
    Doświadczenie krzywdy to fakt psychologiczny, a poczucie krzywdy to subiektywny stan świadomości na ten temat. Czasami ludzie, którzy mieli bardzo mocne i głębokie, rujnujące psychikę doświadczenia krzywdy osobistej, całymi latami żyją bez poczucia krzywdy, broniąc się bardzo skutecznie przed uświadomieniem sobie tego. Dopiero w jakimś ważnym momencie udaje im się dotrzeć do śladu krzywdy. Na przykład po trzydziestu latach w ich oczach pojawią się łzy, wzruszenie, rozżalenie i do doświadczenia osobistej krzywdy dołączy także subiektywna świadomość tego w postaci poczucia krzywdy. Z drugiej strony można spotkać ludzi, pokazujących całemu światu swoje poczucie krzywdy, mimo że tak naprawdę specjalnie mocno ani głęboko nie zostali zranieni, a swoim poczuciem krzywdy trochę manipulują.
    A więc doświadczenie krzywdy to aktualne zjawiska, procesy zachodzące w ludzkich uczuciach, wyobrażeniach, myślach, w ciele człowieka, w wyniku przeżywania sytuacji krzywdzącej. Zapis tego doświadczenia utrwala się i utrzymuje w psychice czasem przez długie lata. Zdarza się, że dwie różne osoby miały bardzo podobne doświadczenia krzywdy osobistej, a jej ślady bardzo się różnią. Może być tak, że człowiek doświadczył krzywdy osobistej w określonych sytuacjach od określonej osoby. Ale minął czas i od tej samej osoby uzyskał inne doświadczenia: przeproszenie, wyrazy skruchy, sympatii itp. Oczywiście, ślad poprzedniego doświadczenia pozostanie, ale na niego nałożą się ślady innych doświadczeń, związanych z tą samą osobą, co może z czasem zminimalizować nawet bardzo raniące doświadczenie. W przypadku drugiego człowieka nie tylko, że nie było pozytywnych doświadczeń, ale powtórzyły się krzywdzące doświadczenia, a na dodatek owa osoba czuła się niezrozumiana, osamotniona. Oczywiste jest, że podobny rodzaj doświadczeń mógł zapisać się w diametralnie różny sposób. 

    Wewnętrzna struktura doświadczenia krzywdy osobistej
    Żeby zrozumieć doświadczenie krzywdy osobistej, trzeba spojrzeć na człowieka z trzech różnych perspektyw, co pozwoli pojąć złożoność tego doświadczenia, a także złożoność jego śladów czy zapisów.
    Jedna perspektywa pokazuje życie emocjonalne człowieka. Z tego punktu widzenia doświadczenie krzywdy osobistej to przede wszystkim cierpienie, ból, psychiczny czy fizyczny.
    Druga perspektywa pokazuje, że człowiek jest istotą, która chce wpływać na swoje życie, dysponować swoją energią w celu kontrolowania swojej sytuacji. Jeśli z tej perspektywy popatrzymy na doświadczenie krzywdy osobistej, to zobaczymy, że oprócz cierpienia pojawia się bezsilność, a więc utrata zdolności do wywierania wpływu, a w konsekwencji utrata energii. Najczęściej bezsilność jest związana z tą osobą, która zadała nam ból. Innymi słowy: cierpię i mam poczucie bezsilności w stosunku do źródła mojego cierpienia.
    Dla człowieka istotne jest nie tylko życie emocjonalne, nie tylko potrzeba dysponowania własną energią, ale także posiadanie jakiegoś porządku osobistego, układu odniesienia, w którym umieszcza swoje życie, swój świat, swoje kontakty ze światem; jest to niezbędne człowiekowi oparcie.
    Trzeci i szczególnie ważny element doświadczenia krzywdy osobistej występuje wtedy, kiedy do cierpienia i bezsilności dołączy się zburzenie porządku osobistego. Jeśli doświadczenie krzywdy osobistej jest wynikiem przemocy stosowanej przez osoby najbliższe, można powiedzieć: cierpię, czuję się bezsilny. Oczekiwałem od mojego ojca, matki, żony czegoś dobrego: miłości, bezpieczeństwa, zamiast tego z ich rąk spotkało mnie zło. I wskutek tego boleśnie został zrujnowany mój porządek osobisty. Naruszenie elementarnego porządku osobistego najczęściej jest przeżywane jako poczucie niesprawiedliwości.
    Doświadczenie krzywdy wiąże trzy niesłychanie ważne warstwy psychiki człowieka: życie emocjonalne, energię i zdolność do decydowania o sobie oraz rozumienie porządku własnego życia i świata. 

    Ciężar nieprzebaczonej krzywdy
    Może się zdarzyć, że jednostkowe doświadczenie krzywdy osobistej nie pozostawi głębokiego, rujnującego życie śladu, ale u wielu ludzi zapisuje się właśnie tak, gdyż było to doświadczenie albo bardzo silne, albo też często się powtarzało, bez możliwości uniknięcia go. Zapis takiego doświadczenia zaczyna żyć własnym życiem w psychice człowieka, staje się wewnętrzną konstrukcją, wokół której koncentruje się życie emocjonalne, ważne wybory, sposób myślenia o świecie. Niemal z reguły taka konstrukcja - ślad nieprzebaczonej krzywdy - jest dużym ciężarem. Trudno jest z tym żyć. Oczywiście, ludzie próbują sobie z tym poradzić, ale jest to ciężar, balast. Człowiek idzie przez życie i na plecach ma ciężki tornister z wieloma kamieniami, które gniotą, bolą, zginają kark, utrudniają szybkie chodzenie.
    Można z tym żyć. Wielu ludzi dźwiga taki ciężar, mało tego: żyje z poczuciem, że tak ma być, że to jest ich los. Nawet sobie nie wyobrażają, że ich życie mogłoby wyglądać inaczej.
    Ślady krzywdy same w sobie nie są chorobą, ale niosąc taki bagaż, człowiek bywa bardziej podatny na różnego rodzaju zaburzenia nerwicowe, także zaburzenia somatyczne; życie w stałym napięciu, wywołanym dźwiganym ciężarem, może wywrzeć także wpływ na zdrowie fizyczne. Nazywam tociężarem nieprzebaczonej krzywdy.
    Powszechnie uważa się, że istotą przebaczania jest powiedzenie komuś, że mu się wybacza. Ja uważam, że wybaczanie to uwolnienie się od śladów przeszłości, to że człowiek nie trzyma tego bagażu w sobie, pozwala całej sprawie przejść do przeszłości. I otwiera się na przyszłość. To jest istota przebaczania. Człowiek przebacza swoim krzywdzicielom przede wszystkim dla samego siebie - wybaczanie nie jest prezentem dla kogoś innego. Jeśli się rozumie, jakim ciężarem jest życie z utrwaloną nieprzebaczoną krzywdą, to łatwo zrozumieć wagę tego daru. Warto jest kojarzyć przebaczenie przede wszystkim z procesem przemiany wewnętrznej, z wyzwalaniem się z pułapki. Nie jest istotne, czy powie się o tym komuś innemu, a wielu przypadkach bywa to niemożliwe do spełnienia, nie mamy kontaktu z krzywdzicielami... Ważne jest to, co zrobimy z naszym życiem.
    Wielu ludzi próbuje uwolnić się od ciężaru krzywdy, ale nie jest to łatwe, szczególnie jeśli dźwigając bagaż przeszłości uwikłają się w inne problemy. Czasem tak się zdarza, że dziewczynka, która była krzywdzona przez swoich rodziców, zostaje żoną człowieka, który ją krzywdzi w małżeństwie. Albo chłopiec, źle traktowany w domu rodzinnym, zawiera związek małżeński, w którym żona wykorzystuje swą przewagę psychiczną w krzywdzący sposób.
    Bagaż przeszłości może znacznie utrudniać wyrwanie się z sytuacji aktualnej krzywdy czy samoobronę. Kiedy pracujemy z dorosłymi ofiarami przemocy w rodzinie, bardzo często napotykamy takie właśnie ślady, które czynią te osoby bardziej podatnymi na ból i cierpienie. Równie często nie zajmujemy się przeszłością, bo musimy najpierw zająć się teraźniejszością, a to czasami jest trudne, właśnie ze względu na obciążenia z przeszłości. 

    Droga wyzwalania
    Jaką drogę musi odbyć osoba, która pragnie uwolnić się od tego bagażu, która pragnie wyzwolić się z pułapki niewybaczonej krzywdy?
    Przypomnijmy jeszcze raz, że człowiek wędrujący tą drogą musi mieć zapewnione poczucie bezpieczeństwa w teraźniejszości, które jest niezbędne, aby móc odbyć tę wędrówkę do przeszłości, żeby zneutralizować bolesne ślady.
    Pierwszy etap tej wędrówki to zajęcie się własnym życiem emocjonalnym, ponieważ wokół śladów i blizn po cierpieniu zawiązały się znaczące, trwałe węzły, splatając kilka podstawowych rodzajów bolesnych uczuć z przeszłości. Te węzły powodują, że człowiekowi brakuje miejsca na przeżywanie uczuć, które przynosi bieżące życie; jego świat uczuć jest przepełniony zatrzymanymi, zapętlonymi, bolesnymi przeżyciami z przeszłości, a nie ma miejsca na nowe uczucia. Dlatego musimy zbliżyć się w jakiś sposób do tego węzła, rozsupłać go, zrobić coś dla bolesnych uczuć z przeszłości, uwolnić się...
    Wtedy pojawi się wolne miejsce, by można teraz i w przyszłości przeżywać emocje, które będą odpowiedzią na wszystko to, co przyniesie życie.
    Drogę przez zapętlony albo zamrożony świat uczuć można opisać jako przechodzenie przez cztery kręgi; czasem ludzie wchodzą wielokrotnie do różnych kręgów, niekoniecznie w takiej kolejności, jaką tutaj przedstawiam, wchodzą tak długo, aż rozplączą swoje węzły emocjonalne.
    Krąg pierwszy to spotkanie z lękiem. Kiedy zaczyna się nam przypominać, co się gdzieś kiedyś wydarzyło, ślady przemocy, rany z dzieciństwa, pojawia się niepokój, czasem nasila się lęk, człowiek odruchowo cofa się psychicznie przed perspektywą dotknięcia tych wspomnień czy śladów.
    Żeby przejść przez ten krąg, mimo poczucia odepchnięcia, nasilenia się niepokoju, lęku, trzeba pójść w poprzek, trzeba z własnego wyboru zrobić krok na spotkanie z lękiem, zbliżyć do niego po to, by go w jakiś sposób oswoić. W pewnym sensie oznacza to zrobienie czegoś wbrew zdrowemu rozsądkowi: boję się, ale mimo to koncentruję się nad sprawami, które mój lęk nasilą. Jeśli mimo lęku i niepokoju, które będą towarzyszyć wspomnieniom i zastanowieniu się nad bolesnymi śladami, nie ucieknę, to lęk później opadnie. Będę miał poczucie, że go oswoiłem, chociaż nie pozbyłem się go zupełnie, że się już tak nie boję tego, co się we mnie kryje.
    Drugie zadanie, czyli wejście w drugi krąg, to spotkanie z cierpieniem. Lęk pojawił się w nas nie bez powodu: chronił przed zbliżeniem obszarów, które zostały kiedyś zranione. Cierpienie zostało zapisane, utrwalone w naszej psychice. Można próbować znieczulać bolące miejsca, ale się płaci za to jakąś cenę. I to jest powód, aby się do cierpienia zbliżyć, narazić się na to, żeby ponownie człowieka zabolało, ale w konsekwencji przeżyć coś niesłychanie cennego, często nieoczekiwanego.
    Zbliżenie się wymagające odwagi i determinacji, już z perspektywy lat, do bolesnych miejsc, wspomnień, niekiedy boleśnie przerażających, może spowodować, że doświadczamy czegoś takiego: dotknąłem tego, ale to mnie nie zabiło, zbliżyłem się do bólu, ale on mnie nie zniszczył; okazało się, że mogę to znieść, szczególnie że nie ma już nowych powodów cierpienia. Zbliżenie do bólu może sprawić, że zacznie on się zmniejszać. Bywa to tak, jakby człowiek przedostał się na drugą stronę, ból nie okazał się tylko taki straszny, jak nam się wydawało, ale także osłabł; w pewnym sensie oswajając człowiek osłabił go.
    Oczywiście, trudno oczekiwać, że bolesne wspomnienia staną się przyjemne. Bywają takie wspomnienia, które nami wstrząsają i które mrożą krew w żyłach, a czasem są to po prostu niemiłe wspomnienia, o których potrafimy opowiedzieć innym ludziom, spokojnie je sobie rozważyć. W każdym razie ognisko bólu przestaje być aż tak mocne i żywe. Na tym właśnie polega sens przechodzenia przez drugi krąg: na oswajaniu, odwrażliwianiu bólu nie przez zaprzeczanie, tylko przez zbliżenie się i oswajanie.
    Trzeci krąg to spotkanie z gniewem. O ile cierpienie jest naturalną reakcją człowieka na zranienie, to gniew jest jedną z podstawowych reakcji emocjonalnych na różnego rodzaju zagrożenia i złe rzeczy, które człowieka spotkały. Gniew powoduje gromadzenie się w psychice człowieka energii niezbędnej do tego, żeby się przeciwstawić złu, które dotyka człowieka albo jego bliskich. Otóż to, co spotkało ludzi skrzywdzonych w przeszłości np. ofiary przemocy w dzieciństwie, uruchomiło w nich falę gniewu, ale że byli bezsilni, bezradni, to ta fala gniewu została stłumiona, zapętliła się w węzeł wewnętrzny, wiążąc się z ich lękiem i cierpieniem. Ta energia gdzieś tam w człowieku drzemie, a czasem bulgoce i często szkodzi, gdyż stłumiony gniew zwraca się przeciwko człowiekowi, który nie był na tyle silny, żeby wyrazić go na zewnątrz, sprzeciwić się złu, więc zwraca go przeciwko samemu sobie, zaczyna się potępiać i oskarżać, a to jest niszczące.
    Przechodzenie przez trzeci krąg bywa często przyzwoleniem, żeby gniew z dużą siłą ożył na nowo; czasami to jest bardzo trudne przeżycie, przychodzą bowiem fale nienawiści, poczucie, że jeśli pozwolę, żeby ten gniew na nowo się rozwinął, może mnie to doprowadzić do agresywnych czynów.
    Co zrobić z tym gniewem, w jaki sposób go wyrazić? To nie jest łatwe spotkanie, czasami skłania człowieka do jakiejś fantazji o zemście, o nienawiści. Ale także i z tą falą można sobie poradzić, pozwolić na to, by fantazje buchnęły płomieniem, wyrzucić je z siebie, wyrazić werbalnie. Kiedy wierzchołek fali gniewu przepłynie, to pojawi się później trochę spokoju. Gniew nie rośnie w nieskończoność. Trzeba mu tylko pozwolić, by ożył po latach właśnie po to, żeby sam się mógł wypalić. I wtedy fala gniewu opada, już nie tkwi w nas z niszczącą, czasem autodestrukcyjną siłą.
    Czwarty krąg to spotkanie ze smutkiem. Smutek jest podstawową reakcją na straty. Kiedy tracimy coś ważnego, to doświadczamy smutku. Oczywiście osoba, która doznała poważnej krzywdy przed laty, przeżyła falę smutku, ponieważ straciła coś cennego dla siebie: przywiązanie, jakieś nadzieje... Ten smutek nie spełnił się do końca, bo był lęk, bo było cierpienie, poczucie bezsilności, bo fala smutku napełniła człowieka, ale nie odpłynęła, została w nim w postaci przygnębienia, obniżenia dynamiki życiowej, braku perspektyw, pesymizmu.
    Trzeba spotkać się po latach ze smutkiem i przeżyć jego odnowienie, ale przeżyć w sytuacji aktualnej. Dla niektórych osób to jest najtrudniejsze spotkanie, gdyż oznacza, że musimy także pogodzić się z pewnego rodzaju stratami, wobec których smutek jest czymś naturalnym. Przede wszystkim uznać fakt, że nie można cofnąć czasu. Że nie można naprawić tego, co się wydarzyło. Czasem trzeba się rozstać ze złudzeniami, że może to wszystko było kiedyś pomyłką, że to może nieprawda. Rozstać się z nadzieją, że ktoś nas pokocha, skoro nas zdradził. Rozstać się z marzeniem, że ktoś nas doceni, skoro nas deprecjonował. Takie złudzenia żywimy w sobie całymi dziesięcioleciami, bo nie chcemy się pogodzić z tym, co już dawno życie nam powiedziało wprost, nie przyjmujemy tego do świadomości, bo się boimy jeszcze jednej ostatecznej utraty. Ale płacimy za to dużą cenę. Dlatego smutek, który przeżyjemy na drodze uwalniania się od poczucia krzywdy, jest smutkiem uzdrawiającym, przywracającym nam grunt pod nogami. Szloch i łzy nie będą napełniać goryczą, ale oczyszczać duszę. Właśnie o to chodzi w czwartym kręgu. 

    Pogoda ducha, mądrość i odwaga
    Cztery kręgi - spotkania z lękiem, cierpieniem, gniewem i smutkiem - to fazy rozwiązywania węzłów emocjonalnych, zasupłanych w przeszłości tak, że człowiek ani ich nie przeżył do końca, ani nie miał miejsca, żeby mogły się pojawiać uczucia, które nie będą echem przeszłości, ale reakcją na teraźniejszość. Czy to oznacza, że w miejsce tamtych czterech przykrych uczuć pojawi się od razu szczęście, radość? Nie, to byłoby zbyt piękne i mało realne. Po prostu zrobi się miejsce na to, żeby uczucia człowieka były odpowiedziami na to, jak człowiek żyje teraz, bez bolących śladów przeszłości. Ale to nie załatwia sprawy. Są jeszcze dwa inne obszary oprócz splotów emocjonalnych do przerobienia.
    Ważnym obszarem jest, wszystko, co się zapętliło wokół przeżytej kiedyś bezsilności, utraty mocy. Na ogół czyni to ludzi bardzo wrażliwymi i zagubionymi w obliczu nieuniknionych własnych ograniczeń. Nikt nie jest Panem Bogiem, nie dysponuje nieograniczoną mocą. W związku z tym, czy prędzej, czy później, częściej albo rzadziej, napotykamy różnego rodzaju przeszkody w życiu. Nie wszystkie pragnienia daje się zrealizować, nie wszystkie cele można osiągnąć, nie przez wszystkie drzwi udaje się przejść, niektóre są zamknięte. Człowiek na skutek utrwalonej krzywdy z przeszłości jest szczególnie wrażliwy, w pogotowiu ma ogromny strach przed możliwością pojawienia się ponownie poczucia bezsilności, które kojarzy mu się z czymś przerażającym. Trzeba tę sprawę przepracować, ideę tej pracy oddaje najlepiej modlitwa o pogodę ducha:
    Panie, daj mi pogodę ducha, abym godził się z tym, czego zmienić nie mogę. Odwagę, abym zmieniał to, co zmienić jestem w stanie. I mądrość, abym odróżniał jedno od drugiego.
    To nie jest może przepis na pieczenie ciasta, ale bardzo dokładnie pokazuje, o co chodzi. Każdy człowiek powinien w jakiś sposób pogodzić się bez rezygnacji i rozpaczy ze swoimi ograniczeniami, ale dla osób, które zostały dotknięte w przeszłości przemocą, to przesłanie jest szczególnie ważne. Warto przemyśleć modlitwę o pogodę ducha na trzech poziomach, zaczynając od ostatniego wersetu: odkrywania mądrości, od tego, co tworzy w życiu obiektywne i realne bariery, gdzie są ściany, a gdzie drzwi. Po to, żeby nie znaleźć się w sytuacji: wszystko albo nic, albo totalna rezygnacja, albo tłuczenie głową w ścianę. Do tego właśnie jest potrzebna mądrość. Ale także odwaga, ponieważ w wielu sytuacjach nie mamy pewności, czy wybraliśmy słuszną drogę, to znaczy drogę prowadzącą przez drzwi, i czy te drzwi uda się otworzyć, czy ktoś wrogi nie stoi za nimi. Często wyruszamy w jakieś drogi, podejmujemy jakieś zadania, nie mając gwarancji, czy nam się to powiedzie, i dlatego pewna ilość odwagi jest nam potrzebna.
    I wreszcie to, co może być szczególnie trudne: byśmy znaleźli mimo wszystko na tyle nadziei i oparcia w sobie, w ludziach, w Panu Bogu - jeżeli mamy takie szczęście - że nawet jeśli nie będzie się nam wiodło, nawet jeżeli jakieś nasze potrzeby nie będą zaspokojone, nie popadniemy w desperację i będziemy umieli bez rezygnacji pogodzić się z tym, że nie wszystko jest możliwe. To jest lekcja do stałego przerabiania. Można w jakimś określonym czasie rozwiązać swoje węzły emocjonalne, ale modlitwa o pogodę ducha jest zadaniem na resztę życia. 

    Nowy porządek   /fly
    Ostatni obszar jest związany z tym, że człowiek musi popracować nad odbudową swojego porządku osobistego, jeżeli chce się naprawdę skutecznie uwolnić od śladów utrwalonej krzywdy. Nie jest to łatwe wyzwanie. Zdarza się, że dorosły człowiek, mający za sobą czasem trzy, cztery, czasem więcej dziesiątków lat życia, staje przed perspektywą znalezienia odpowiedzi na podstawowe pytania, które zadają sobie młodzi ludzie: jak żyć, w co wierzę, na czym mi naprawdę zależy? Kim jestem? Za pomocą tych pytań można budować nowy porządek, na który składają się przede wszystkim trzy elementy: porządek w czasie, przestrzeni i w wartościach.
    Porządek w czasie oznacza nauczenie się rozróżniania teraźniejszości od przeszłości i przyszłości. To bardzo ważne: nauczyć się zakorzeniać w teraźniejszości, w tym, co człowiek aktualnie słyszy, czuje, myśli, czego dotyka, co je, czyli pozyskać solidny grunt. I umieć odróżniać teraźniejszość od różnych wytworów własnego umysłu na temat spraw minionych i przyszłości, kontrolować swoją wyobraźnię, żeby nie popadać w przerażenia, wywodzące się z przypuszczeń, że coś kiedyś może się wydarzyć. Żeby nie być bezbronnym wobec przygnębienia, które się pojawi na myśl o tym, co wydarzyło się trzydzieści lat temu. To właśnie oznacza zrobienie porządku w czasie, czyli dostrzegania i zakorzeniania w teraźniejszości.
    Robienie porządku w przestrzeni oznacza uporządkowanie granic własnego ja, czyli zobaczenie i wytyczenie granicy, jaka mnie oddziela od innych ludzi. To jest nauczenie się spokojnego odróżniania: co jest moim pragnieniem, a co obowiązkiem innych ludzi. Albo: co jest oczekiwaniem kogoś innego, a co moim obowiązkiem. Na przykład: mam czasem pragnienie, żeby ktoś coś dla mnie zrobił, może mi się wydawać, że jeżeli ja czegoś potrzebuję, to ktoś, kto jest ze mną związany, ma święty obowiązek mi to dać. A jeśli mi nie daje, to jest krzywdą dla mnie albo jego złym uczynkiem. Robiąc porządek w przestrzeni można powiedzieć: tu są moje pragnienia, a tam są cudze decyzje. Ktoś może podjąć decyzję, że moje pragnienia będzie zaspokajać, ale może podjąć inną decyzję. To samo dotyczy mnie. Czasem ludzie czują się zniewoleni tym, że inni czegoś od nich oczekują, niezależnie od tego, czy spełniają te oczekiwania, czy nie - to granice między pojęciem "ja" a innymi ludźmi są zatarte. Jeżeli ja pozwalam komuś innemu na decydowanie o zaspokojeniu moich oczekiwań bądź nie, to także oznacza, że mam prawo decydować w sprawie spełnienia jego oczekiwań. Możesz ode mnie czegoś bardzo chcieć, ja mogę podjąć decyzję, żeby ci to dać, ale nie będę narzekać, że mnie wykorzystujesz, bo to ja tak zdecydowałem. Ale także mogę powiedzieć: nie. Wtedy mam poczucie wolności, chociaż to może być kłopotliwe. Robienie porządku w przestrzeni jest przede wszystkim nauką budowania zdrowych, elastycznych granic. Mogę podjąć decyzję, że otwieram się, proszę, zbliż się do mnie, ja na to pozwalam. Ale może się zdarzyć, że powiem: nie! Wtedy zamknę drogę, chcę być trochę dalej.
    I wreszcie ostatnia sprawa, czyli budowanie porządku w sferze wartości. Dla osób, którym życie źle się układało, którzy zostali zranieni, a którzy próbują odbudować swoje życie, uwolnić się od śladów złej przeszłości, sprawa posiadania drogowskazów, wartości, ideałów jest szczególnie ważna i cenna. Na ogół do tego nie trzeba ludzi namawiać, takie pragnienie pojawia się często samorzutnie. W świecie jest tyle różnych wartościowych źródeł, z których można czerpać, kiedy człowiek jest złakniony wartości, ideałów, drogowskazów. To jest jedna z najbardziej atrakcyjnych, choć niełatwych, części tej drogi. Kiedy człowiek wybiera, czyni swoimi jakieś wartości, jakieś ideały, to z jednej strony otrzymuje drogowskazy, punkty oparcia, ale także podejmuje w stosunku do samego siebie pewne zobowiązania: bo wartości, ideały, cele domagają się spełnienia. Coś za coś. To jest bardzo ważne, ponieważ na końcu tej drogi znajduje się poczucie sensu, poczucie znaczenia życia, które jest jeszcze przed nami.
    To nie jest łatwa droga, trudno ją pokonać zupełnie samotnie; bywają ludzie, którzy próbują iść nią w ten sposób, ale jeśli się uda znaleźć towarzyszy, którzy mają podobne problemy czy towarzyszy w postaci profesjonalnych pracowników pomocy psychologicznej, to sprawę ułatwia, można dalej zajść i zrobić to skuteczniej.
    W końcowym etapie tej drogi człowiek stanie się zdolny do życia tym życiem, które jeszcze ma przed sobą, nie będzie skazany na podążanie smutnymi, bolesnymi śladami z przeszłości. To oznacza, że w pozostałej części życia mogą pojawić się bardzo różne doświadczenia, być może znowu coś złego go spotka, a może coś dobrego. Jeżeli jednak uda mu się zdobyć więcej mądrości, trochę więcej poznania samego siebie, to będzie miał więcej szans, by pozostałą część życia uczynić lepszą. A że to nie jest do końca w naszych rękach, to już inna sprawa. Ale na pewno nadzieja, która się wtedy pojawia, jest lepiej ugruntowana.
    Nowoczesne programy pomagania ofiarom przemocy powinny obejmować dwa etapy: najpierw i przede wszystkim pomóc w zatrzymaniu przemocy, a później, po ustabilizowaniu się sytuacji, pomagać w uporaniu się zarówno ze śladami bieżącej przemocy, jak i tymi sprzed wielu, wielu lat.