Styczeń 17, 2017, 01:43:19 am

Autor Wątek: Opowiadanie - Wspomnienia  (Przeczytany 713 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Moniq

  • Modérateur
  • Level II
  • *****
  • Wiadomości: 768
  • Liked: 27
  • Grupa: A RH+
  • Nastrój: I'm like angel @:-)
Opowiadanie - Wspomnienia
« dnia: Październik 09, 2013, 05:12:11 pm »
  • Publish
  • Intenciones by The Islanders on Grooveshark
    Jakiś czas już temu powstało całkiem przypadkiem myślą dwóch ludzi coś takiego....
    Niby nic ale fajnie znaleźć to w zakamarkach i z uśmiechem poczytać jeszcze raz... ;)
    Najważniejsza była tu radość tworzenia bo nigdy nie było wiadomo jaki ciąg dalszy dopisze druga osoba.

    Może ktoś dopisze cią dalszy....

                                                                     Rozdział I
                                                                   SPOTKANIE

    ... kto tam... odezwał się głos dobiegający z przedpokoju... Hmhm...- słychać było jakieś nieśmiałe
    chrząknięcia z za futryny. -bonjour odezwał się wreszcie na kilka chwil po otwarciu drzwi.... -
    Pan do kogo? usłyszał ciepły kobiecy i nieco zaskoczony głos. - No, hm właściwie to do Pani -
    przechodziłem obok i pomyślałem, że mam ochotę na miłą pogawędkę- -I.... -I zastukałem, te drzwi
    wyglądały interesująco... -Wie Pan, ja.... - Rozumiem, że może nie w porę, ale gdyby miała Pani
    również ochotę na pogawędkę, to proszę zastukać do moich drzwi... Dobrego dnia dodał i ukłonił
    się nisko....
    Anna uśmiechnęła się aż do siebie...
    ...Jegomość zerknął na okno przesłonięte stylową firaną i wydało mu się, że poruszyła się nieco.
    Dostrzegł kontem oka kącik ust podniesiony w szczery uśmiech. W duchu również zrobiło mu się
    przyjemnie...

    Zawstydzona schowała się za firankę, żeby nikt nie zauważył rumieńca na policzku mając jednak
    nadzieję, że Jegomość zapuka jeszcze kiedyś do drzwi ;)
    Spokojnym krokiem skierował się w stronę swojej oficyny. Wyraźnie zauważył poruszenie- ...a może
    to tylko majak, zwida czy nie wiadomo jeszcze jakowa fantazyja, która wdziera się niespodzianie,
    gdy męskie serce dostrzega w kobiecie coś niewytłumaczalnie interesującego? - Jedno jest pewne
    rozmowa przy drzwiach upewniła go, że niewiasta ma ciepłe usposobienie. Intrygował go jej ciepły,
    dobry uśmiech z pewną dozą figlarnie tańczących ogników. Na pewno lubi tańczyć - pomyślał.
    Chętnie zaprosiłby ją do walca... Nagle ocknął się i wpadł prosto na przechodzącą Panią Stefanię -
    żonę dozorcy domu:)
    Czy ten Jegomość, który właśnie poszedł spod drzwi to lokator z góry, skąd dochodzą co dzień
    dźwięki pianina? Zastanowiła się i uśmiechnęła jakby nieśmiało sama do siebie w chwilowym
    zamyśleniu wspominając, że lubiła to nowe miejsce za właśnie wtedy kiedy ktoś z góry wydobywał
    z instrumentu dźwięki i melodie błogie dla uszu ...Miło jej się zrobiło, że jednak ktoś tutaj w nowym
    dla niej otoczeniu wydaje się całkiem sympatyczny ... Zamyślenie i przerwała piosenka z radia, która
    zawsze sprawiała, że nogi ją nieść zaczynały same tanecznym krokiem po pokoju jakby nawet
    wbrew jej własnej woli .....

    Nouvelle Vague - Dance With Me [Bande à Part - Anna Karina]


    Pani Stefania spojrzała rzeczowo spod nieco zabawnych cyngli typu "lenonki". Zestawienie iście
    incydentalne. -Gdzie Pan się tak śpieszy Panie dzieju? -... a przepraszam serdecznie,
    kontemplowałem nieco i, no tego...-jakoś nie mógł skupić myśli. Wtem doszedł go rytmiczny pląs i
    słowa: "Let's dance..." piosenki kojarzącej się mu nieco ze stylem vintage,nieco rustykalnym - sam
    nie wiedział jak go nazwać - jedno było jasne było to bardzo kobiece..."Dance With Me..."dobiegały
    kolejne tony..Pomyślał też o innej piosence - ciekawe co powiedziała by o niej?:

    Tego popołudnia było wyjątkowo duszno a do tego jakoś dziwnie cicho. Może dlatego, że z górnych
    pięter kamienicy nie dobiegały wyjątkowo dziś dźwięki panina wydobywające się spod palcy
    tajemniczego Jegomościa. Hmmmmm - może wyszedł albo wyjechał- pomyślała z żalem bo bardzo
    lubiła słuchać tych melodii. Nieśpiesznie jednak włączyła radio żeby zagłuszyć ciszę, która dziś była
    jakoś wyjątkowo nieznośna .........

    Robbie Williams and Nicole Kidman - Something Stupid (Official Music Video)


    Jegomość otworzył najnowszy numer The Washington Post
    Rzuciła mu się w oczy rubryka Lifestyle oraz Kolumna sportowa.
    Może warto pobiegać pomyślał. Ostatnio dużo czasu spędzał w czterech ścianach.
    Odłożył gazetę i usiadł do instrumentu... spod jego palców popłynęły dźwięki sherza
    h-moll. Zagrał tylko fragment. Całkiem miło kończę ten dzień pomyślał...
    Ciekawe co przyniesie kolejny?
    Sen nie przychodził jakoś ..... i chyba po godzinie nerwowego przewracania się na boki w łózko...
    gdzieś z wyższego piętra usłyszała kojące dźwięki .... To pewnie ów Jegomość wrócił i zasiadł do
    instrumentu - pomyślała. Nie grał długo ale wystarczająco aby z dźwiękami słodko i beztrosko
    odpłynęła na jakąś łąkę gdzie delikatnie i ciepło muskało ją słońce.....
    Słońce ospale wygrzebywało swój pomarańczowy brzuch spod sterty pierzastych cirrusów i
    kłębiastych cumulusów.
    Wreszcie po chwili puściło swój promyk prosto we wschodnie okno kamienicy.
    Pod prawą powieką Adama robiło się coraz jaśniej i jaśniej. Bardzo nie chciało mu się otwierać
    oczu. Wciąż miał jeszcze przed sobą piękną łąkę. Nie chciał przerywać tego snu. Jeszcze tylko pięć
    minutek pomyślał i z powrotem zaczął biegać wśród traw, mleczy, łopianów. Przebiegł prze
    chabry,otarł się o przytulinkę i ujrzał dywan krokusów.
    Podbiegł i wyłożył się radośnie.Przyszedł sen. Z początku powoli, potem szybciej i szybciej zaczął
    odpływać...
    Poczuł szarpnięcie pod żebrem, co spowodowało, iż zaczął się budzić. Jakby we mgle widział
    Rzeźbiarza, który zwinnymi i zarazem delikatnymi ruchami tworzy swoje kolejne arcydzieło. Było to
    niezwykłe patrzeć jak pracuje.
    Ból pod mostkiem ustał a on ocknął się ze snu. Obok niego leżała "kobieta" zastanawiał się skąd w
    jego głowie wzięła się ta nazwa.Wcześniej jej tutaj przecież nie było. Spojrzał na Nią. Leżał
    wpatrzona w niebo z rękami wzniesionymi ku niebu i splecionymi niczym łabędź dłońmi.Mało
    brakło by zatrzymał oddech na czas dłuższy niż to pozwalała jego natura. Na szczęście "Kobieta"
    szybko to spostrzegła, zerwała się z ziemi i z rozmachem stuknęła go w plecy.
    -Nie jest taka subtelna jak wygląda- pomyślał, gdy zarył w dywanie kwiatów i uśmiechnął się w
    duszy.
    -A Tyś kto zapytał?


    Ze snu wyrwał ją donośny dźwięk budzika. Jeszcze na pól spała kiedy leniwie podnosiła się z łóżka.
    Pod powiekami jeszcze widziała skrawki snu. Pamiętała tylko, że śniła jej się łąka. Łąka cudna,
    słoneczna, pachnąca świeżością i mieniąca się wszystkimi możliwymi kolorami kwiatów.... Ale na
    łące nie była sama. Nie pamiętała jednak skąd wziął się na tej sennej polanie ów mężczyzna. Zjawił
    się znikąd jak duch i trochę ją przestraszył. Dlaczego i jakim prawem wdziera się tak bez pytania i
    uprzedzenia na jej łąkę..... ;). Naraz uświadomiła sobie, że ów mężczyzna ze snu jest tym samym,
    który mieszka piętro wyżej i czaruje co dzień dźwiękami pianina.... Może On zamieszkuje sąsiednia
    senna łąkę .... Uśmiechnęła się do siebie ..... I nieśpiesznie poszła parzyć kawę z nadzieję, że
    postawi ją na nogi .... Tego dnia jednak nawet aromat ulubionej małej czarnej nie wyrwał jej ze snu
    do końca ..... ;). Gdzieś pod powiekami cały dzień miała obraz łąki i ów Jegomościa, który nie
    wiadomo skąd się zjawił.

    Wrócił późnym wieczorem do domu. Marzył by wziąć kąpiel i zanurzyć się pod pierzynę.
    Miał zwyczaj jeszcze przynajmniej chwilę porozmawiać z Bogiem i podziękować za okazaną miłość.
    Zmęczenie czasem wygrywało. Uświadomił sobie, że tajemnicza nieznajoma z dzisiejszego snu
    przypominała mu niewiastę do, której onieśmielony pukał.
    Zaraz jak Ona ma na imię ....coś Pani Stefania wspominała.... próbował odświeżyć w pamięci
    tabliczkę na drzwiach.....uhm....
    -Już wiem wykrzyknął, tak, że wystraszył się, że tajemnicza dama to usłyszy.... Ania.... Ania....
    zatańczył z krzesłem wokół stołu.... Ania:)
    Zaraz przecież jej imieniny dzisiaj......nie czekając ani chwili otworzył drzwi wyskoczył na poręcz,
    zjechał po niej zwinnie (swoją drogą samego go to zadziwiło).
    Tak to świetny pomysł pomyślał...
    Już kwadrans później był pod jej drzwiami....
    puk,puk - odważył się na ten kolejny krok....
    Kto może pukać o tak późnej porze?- trochę się zaniepokoiła. Spojrzała wstępnie przez wizjer - i
    choć znacznie zniekształcał obraz, to pewien pogląd dawał....
    Przez chwilę pomyślała, że to Pani Stefania, która ma zwyczaj czasem przypomnieć sobie poźnym
    wieczorem, że zabrakło jej cukru.
    Spojrzała przez wizjer. O! Osoba po drugiej stronie drzwi na pewno nie była Panią Stefanią. Baaaaa!
    Osoba ta nie była nawet kobietą. Po drugiej stronie stał niewątpliwie Jegomość z górnego piętra.
    Baaaa! Ale on nie stal tam tak zwyczajnie. Stał z naręczem kwiatów, pod krawatem i uśmiechał się
    sam do siebie zerkając w sufit.
    - Chyba pomylił drzwi- pomyślała ....
    Nieśmiało otworzyła jednak...
    No tak to Jegomość- stary wizjer nie klamał....
    - Dobry wieczór - powiedział i dodał - przeprasza, że o tak późnej porze ale zdaje się, że dzisiaj ma
    Panna Anna imieniny i ja przyszedłem życzyć spełnienia najgłębiej w sercu ukrytych pragnień.
    - Yyyyyyyyy ..... - wyjąkała z siebie bo dopadł ją stan tak zwanego "zaniemówienia"
    Czuła jak w tym momencie oblewa ją gorąco a to oznaczało jedno- właśnie oblewa się rumieńcem
    na twarzy...
    Jegomośc na pewno to zauważył ....
    - Wszystkiego najlepszego..... to ja już może pójdę bo pora późna- dodał zostawiając ją z naręczem
    kwiatów w ręce.... - Dobrej nocy- powiedział uśmiechając się ....
    Patrzyła jak znika na schodach i dopiero teraz zdała sobie sprawę, że bezwiednie się uśmiecha ....
    Tej nocy chwilę nie mogła zasnąć, ale potem nie wiadomo kiedy sen przyszedł. Natłok zdarzeń dnia
    zrobił swoje ..... Zmęczenie wygrało....
    Ze sennego lawendowego pola wyrwał ją dźwięk dość nieprzyjemny, wdzierający się boleśnie do
    uszu ...
    To pewnie znowu mąż Pani Stefanii pewnie stwierdził, że dzień już się zaczął i trzeba coś naprawić.
    - No cóż- pomyślała- możne rzeczywiście szkoda dnia na sen.
    Rozejrzała się po pokoju i zobaczyła kwiaty... Te same, które zjawiły się wczoraj poźnym wieczorem
    z osobą Jegomościa z górnego pietra....
    Zrobiło jej się jakoś nieswojo bo nie podziękowała .... Nie lubiła swojej nieśmiałości, która w takich
    momentach na chwile odbierała jej mowę ... a Jegomość poszedł wczoraj śpiesznie ....
    Popołudniem zdobyła się na odwagę i zastukała do drzwi Jegomościa. Zza drzwi słychać było jakieś
    nerwowe krzątanie i długo nikt nie otwierał.
    Chciała już odejść kiedy w końcu drzwi się otwarły. Jegomość miał raczej dość zaskoczoną minę ...
    - bonjour- uśmiechnęła się.
    - bonjour - odpowiedział.
    - Chciałam podziękować za kwiaty i życzenia. Zaskoczył mnie Pan wczoraj bardzo. Ale to bardzo miłe
    i dziękuje. Widzi Pan tak się składa, że szarlotkę właśnie upiekłam i ja chyba nie dam rady zjeść jej
    sama. Pomocy szukam bo się zmarnuje a szkoda bo dobra wyszła... I tak sobie pomyślałam, że
    możne Pan lubi szarlotkę.. Bo jeśli tak to ja zapraszam
    Szarlotka była przepyszna a towarzystwo.... hm - rozmarzył się.
    I to wszystko nie było tylko jakimś wirtualnym marzeniem, ale realnym
    miłym popołudniem w ogródku.
    Panna Anna jest czarująca pomyślał i choć zauważył pewien dystans, to nie przeszkadzał mu on w
    ogóle.
    -To naturalne pomyślał, w końcu prawie się nie znamy - uśmiechnął się pełnym sercem.
    Wrócił mu jeszcze na chwilę fragment ich wczorajszej rozmowy:
    "Czy mogę do Ciebie, to znaczy do Pani mówić no... Aniu - zapytał,
    Zarumieniła się swoim zwyczajem i powiedziała po chwili -
    - To chyba nic złego - prawda? Mówić po imieniu i badawczo spojrzała w jego stronę.
    -No w sumie tak, ale nie wiem czy woli Pani, znaczy się wolisz Aniu czy Anno?
    -Lubię obie formy -bardzo lubię swoje imię - odpowiedziała z uśmiechem.
    Czy A...n... z trudem się przełamywał ...i.u byłaś już na wakacjach
    -Jakoś nigdy ze szczególnym wyprzedzeniem nie planuje urlopu. Preferuję raczej kraj. A w tym roku
    chyba Bieszczady, do których mam szczególny sentyment- jakoś bardziej JEGO tam czuję. Ale kto
    wie gdzie ja wyląduję- czasem jakoś tak życie pisze w ostatniej chwili niespodziewane scenariusze...
    Zastanowił się o kim mówi - poczuł od Niej jakieś tajemnicze piękno, które zawsze jest
    ponadwymiarowe. Cieszył się, że łączy ich wspólne odniesienie do Stwórcy.
    Również odnajdywał Jego obecność w pięknie natury - spojrzał na Nią - podniosła swoje
    uśmiechnięte oczy w kolorze lazurytu wpadającego w szafir. Zafalowała rzęsami, jak motyl:)
    - Wie Pan, znaczy się wiesz współredaguję takie pismo, może miałbyś ochotę spojrzeć i kilka słów
    powiedzieć?
    -Wziął pismo i zaczął badawczo się wczytywać... "Zawsze fascynowała mnie kobiecość. Fascynowała
    mnie na długo przed tym, zanim w ogóle dotarło do mnie, że ja jako kobieta mam coś do
    zaoferowania temu światu. W kobiecości jest coś magicznego" ... przeszedł do kolejnych akapitów i
    kolejnych....
    -To wartościowe - co robisz... choć czuł się trochę zagadkowo w lekturze, to wydawało mu się to
    interesujące. Doszedł do słownika kobiet....
    W tym momencie Anna zapytała - "jesteś zmęczony?" -podniósł wzrok i jeszcze raz spojrzał na
    czasopismo - szybko odpowiedział:
    -Wiesz ja też lubię rozmowy z Tobą.... czuję się rześko!
    Troszkę po prostu wciągnęła mnie lektura... nie mam niestety podzielnej uwagi wybacz...
    Aniu!
    wykrzyknął nagle.... tutaj jest napisane, że miała Pani urodziny - nieźle wigilia bitwy pod
    Grunwaldem:)
    -Nie miała wątpliwości,że Jegomość wnikliwie wczytał się w treści pisma....
    Bach's Air on G String
    Chociaż ostatnie dni były pełne radości i niespodziewanych miłych gestów cieszyła się, że już
    przyszła noc. Noc to taki czas kiedy ustaje codzienny gwar- może wtedy w ciszy porozmawiać ze
    sobą i z Bogiem. I chociaż wie, że ON mówi do niej cały czas to czasem trudno usłyszeć JEGO głos
    zakłócony gwarem codzienności.
    Niewątpliwie w sercu jednak miała pewien dobry i kojący obraz w postaci Jegomościa. Obraz
    człowieka, którego prawie nie znała a jednak budził w środku jakieś ciepło. I chociaż było to
    kompletnie niewytłumaczalne to wiedziała, że obraz ten podszeptuje Jej ON a to co pochodzi od
    NIEGO jest dobre....
    Pokręciła się po mieszkaniu jeszcze chwile jednocześnie ciesząc się dźwiękami pianina, które
    dobiegały z górnego piętra. Bach to był niewątpliwie ......
    Sen przyszedł niespodziewanie. Wślizgnął się do sypialni i otulił ją miękko i łagodnie...
    A w śnie tańczyć znów mogła.......unosić się nad ziemią.... wirować w rytm z księżycem ...
    wytańczyć swoją wizję Raju .....

    Taniec ELENY Bandyta


    "...a jak już zasnę może przyśni mi się Panna Anna tańcząca wśród traw swój zmysłowy taniec:)
    Piękny widok pomyślał, chowając do szuflady zapis nutowy sonaty cis-moll Beethovena... i
    zatęsknił rozmarzony...
    Jegomość był wrażliwy i mimo jego surowej powierzchowności i nienagannej etykiety ,niekiedy
    można było wychwycić,
    te momenty, kiedy się z tym zdradzał. Widok tańczącej kobiety o pięknym sercu i błękitnych oczach
    był trudny do udźwignięcia nawet dla niego. Z trzaskiem rozerwała się skorupa, która ukrywała tę
    jago delikatność i ukrywająca tą bezbronną część mężczyzny.Już nie potrafił tego ukryć a po jego
    policzku spłynęła kryształowa łza a opadając wydała równie kryształowy dźwięk...
    -Ten nostalgiczny moment przerwało uderzenie pioruna. I nagły błysk..... raz dwa, trzy... nie doliczył
    do czterech.
    -Ciekawe, jak Panna Anna sobie radzi w czasie tej burzy?"




                                                                               Rozdział II
                                                                          Kiedy cichnie gwar



    Panna Anna zasypiał już i odpływała błogo na swoją senną łąkę..... kiedy usłyszała uderzenie
    pioruna. Pokój rozjaśnił nagle krótki burzowy błysk.....
    W mig zjawiła się przy niej kotka. Miauknęła, spojrzała na Pannę Annę co oznaczało "Boje się,
    powiedz, że wszystko będzie dobrze".
    - Wszystko będzie dobrze- zapewniła kotkę Panna Anna głaszcząc ją po mordce.
    Kotka jednak stwierdziła, że zamiaru opuszczać Panny Anny pomimo zapewnień nie ma .. więc
    została...... Miaucząc raz po raz spoglądając swoimi dużymi oczętami... upewniając się badawczo
    czy jednak Panna Anna nie zmieniła zdania ona temat czy wszystko będzie dobrze :).
    Pioruny co kilka sekund rozdzierały niebo, głośniejsze, straszniejsze....... Silny deszcz bębnił o szyby i
    dachy, jakby chciał wedrzeć się do środka kamienicy ..... Gdzieś w oddali słychać było syrenę straży
    pożarnej .....
    A Panna Anna we wspomnieniach wróciła w Bieszczady gdzie jeszcze nie tak dawno biegała boso
    po burzowej łące. Słyszała w uszach tamten
    śmiech jej i braci jak gdyby to było dopiero wczoraj... Poczuła mokrą trawę pod stopami i deszcz,
    który spływał z nieba strugami.... I tą błogą radość małej dziewczynki, która raz po raz gdzieś
    jeszcze uśmiechała się z niej samej .....
    Rano było spokojnie i cicho. Po burzy zostały tylko połamane gałęzie i świeży zapach powietrza . Od
    rana Pani Stefania krzątała się przed kamienicą sprzątając ślady burzy. Swoim zwyczajem
    zagadywała każdego kto przechodził obok tak głośno, że cała kamienica z pewnością nie
    potrzebowała budzików. Panna Anna wyglądnęła przez okno parząc kawę kogoż to Pani Stefania
    zagaduje w tej chwili.
    - No i wie Pan oni wezwali straż pożarną a nic się nie paliło! - oburzała się żona dozorcy.
    Panna Anna Popatrzyła- toż to Pani Stefania zagaduje Jegomościa :).
    - I wyobrazi sobie Pan jacy Ci ludzie są nieodpowiedzialni!- ciągnęła dalej nie zważając na minę
    rozmówcy
    - Pani Stefanio, przepraszam ale ja się baaaardzo śpieszę - rzucił Jegomość i zniknął na rowerze w
    bramie kamienicy :).
    - No co za ludzie. Ciągle gdzieś się śpieszą pogadać nie ma z kim- powiedziała już do siebie Pani
    Stefania.
    Panna Anna uśmiechnęła się do siebie zalewając wrzątkiem kubek kawy.
    – Ciekawe gdzie się tak Jegomość śpieszy :)
    .......Kocia mruczała na kanapie. Wykonała spojrzenie nr 1, które oznaczało "mizianie" - dla tych,
    którzy niedokładnie wczytywali się w poprzednie akapity przypomnę:), że Panna Anna zawsze
    ulegała, temu spojrzeniu - szczególnie, kiedy była burza. Wówczas Kocia czmychała pod aksamitną
    poduszkę a Waćpanna czule ją przytulała i głaskała delikatnie po puszystym grzbiecie. Wtedy
    uspokajała się i zaczynała wdzięcznie mruczeć. Cały ten proces to właśnie "mizianie".
    Ale chwilowo zaniepokoiła się, bo Panna Anna dłuższą już chwilę nie reagowała.
    -No popatrz na mnie chwilkę - pomyślała zazdrosna i mrugnęła kilkukrotnie.
    Wykonała obrót wokół własnej osi i zaczęła pazurkami zaczepiać się o narzutę.
    -Miau, pomyślała, coś tu nie gra.... i zamerdała uszkiem, kolo którego przeleciał komar.
    Po raz kolejny wdzięcznie spojrzała w stronę Anny. Ta nie tylko nie patrzyła w jej stronę,
    ale dodatkowo nieustannie wpatrywała się w kawałek czegoś z jakimiś robaczkami czy szlaczkami -
    nie rozumiała tego i nie chciała pozwolić na taki stan rzeczy.
    Zeskoczyła, wyprężyła się, rozciągnęła i subtelnym, lecz pewnym krokiem pomknęła w stronę nogi
    Anny. Uwielbiała patrzeć, kiedy jej Pani tańczyła, a jeszcze bardziej smyrać ją w tańcu po stopach.
    Kilka razy otarła się, w nadziei na drobny chociaż gest.
    Anna trzymała w ręku gazetę z ogłoszeniem o poborze do armii. Wprawdzie w pogłoski z miasta o
    wybuchu wojny nikt nie chciał wierzyć, to wieści prasowe te zdawały się być niepokojące a fakt
    .poboru potwierdzał niepokojące przeczucia.
    Przecież wtedy......Jegomość.....
    Jeszcze niedawno obserwowała go na cudnym rowerze mknącego ulicą w stronę ratusza..... to
    niesprawiedliwe pomyślała, dlaczego właśnie teraz, kiedy nasza znajomość zaczęła tak pięknie
    rozkwitać....
    Wtem usłyszała pukanie do drzwi, cisnęła gazetą, tak że kocia się wystraszyła,
    bo Pani wyjątkowo dziwnie się dziś zachowywała.
    Z tego wszystkiego zapomniała spojrzeć przez "apostoła od trzosa" i energicznie otworzyła drzwi.
    Stała w nich Pani Dorotka - jak to zawsze o Niej myślała -"Mamma"
    -Witam Cię dziecko drogie!!! Ale... jakaś taka mizerniuchna, coś się stało....
    -Tak, ale nie chcę jeszcze o tym rozmawiać, jeszcze nie teraz...
    ***
    Tymczasem Jegomość zasiadł spokojnie w fotelu. Co prawda dzień nie należał do najcięższych, ale
    ogarnęło go znużenie i senność. Zerknął na leżąco na stoliku pocztę.
    -Ale, co to? Zdziwił go widok jakiejś niecodziennej przesyłki z stemplem jednostki wojskowej.
    Przecież sprawy wojskowe miał już za sobą. Co prawda miał kategorię "A", ale nigdy nie otrzymywał
    listów z wojska. Przypomniało mu się to całe ustalanie kategorii i na jego ustach pojawił się
    niesmaczny grymas.
    Zaczął czytać...

    Jegomość poszedł szybko nie dokańczając nawet kawy i zostawiając Pannę Annę z jakimiś mieszanymi uczuciami. Z jednej strony Panna Anna cieszyła się bardzo z okazywanych gestów sympatii lecz z drugiej niespecjalnie mogła sobie poradzić z sytuacja wojny i poboru. Chociaż o wojnie mówiono od jakiegoś czasu to nikt w nią nie wierzył. Wojna tutaj dawała znać o sobie tylko wiadomościami w gazetach. Czasami Panna Anna czytała relacje o bitwach na wschodzie kraju … Ach i ta nieszczęsna informacja o poborze, która niestety dotyczyła też Jegomościa.

    Oprócz tego życie toczyło się jak zawsze. Ludzie śpieszyli się do pracy, dzieci wesoło biegały i grały w berka…. Pani Stefania swoim zwyczajem zaczepiała mieszkańców kamienicy przed wejściem. I Panna Anna miała dość pracowity dzień. Biegała od rana po całym mieście aby załatwić różne sprawy. Gdzieś jednak cały czas towarzyszyło jej uczucie smutku i strachu związane z poborem Jegomościa.

    Anna wróciła wieczorem z pracy. Niedbale ściągnęła buty w przedpokoju i osunęła się na fotel. Miała w końcu chwilkę pomyśleć i uporządkować szalejące w jej wnętrzu sprzeczne emocje. Te jednak ani myślały się uspokoić …..

    - Dziecko! Pukam i pukam i nic!- na raz odezwał się głos Pani Stefanii tuż obok niej….

    Panna Anna podskoczyła jakby ją ktoś piorunem trzasnął.

    - Dobrze, że było otwarte bo gdyby nie to wołałabym mojego ślubnego żeby drzwi wywarzał- ciągnęła żona dozorcy.

    Panna Anna w tym czasie próbowała się uspokoić ale jeszcze nie do końca rozumiało jej serce co się wydarzyło.

    - Ale co się Panna nie odzywa? I blada jak duch? Drzwi nie otwiera chociaż pukam i wołam od pół godziny- zasypała waćpannę pytaniami Pani Stefania.

    - Ja….. – próbowała powiedzieć cokolwiek Anna

    Pani Stefania spojrzała na nią jeszcze wnikliwiej swoimi przebiegłymi oczami.

    - Może dzwonić po lekarza?- na raz poważnie zapytała starsza pani.

    - Nie…. Ja się tylko zamyśliłam ….

    - O! To musi mieć panienka ważne powody takiego myślenia gdzie świat wokół przestaje istnieć- próbowała dogryźć Pani Stefania pewnie myśląc, że wyciągnie jakieś informacje od panny Anny. Pani Stefania bowiem znana była z tego, że wiedziała o wszystkim co się działo w kamienicy. A nawet czasem wiedziała więcej niż się działo…

    - Z pewnością …..- odpowiedziała krótko Anna i próbując urwać temat ciągnęła dalej- Ale Pani zapewne do mnie w jakiejś ważnej sprawie? – powiedziała już całkiem trzeźwo i puls wrócił jej do normy.

    - Tak. Miała mi panienka wczoraj przynieść to nazwisko tego specjalisty od bólów kręgosłupa. Czekałam na panienkę i nic. A w krzyżu mnie co raz bardziej boli- wyjaśniła Pani Stefania.

    - Ach tak. Przepraszam. Miałam wczoraj nienajlepszy dzień. Już pani podaję.

    Anna poszła do kuchni aby przynieść swój notatnik. Wracając kątem oczu zobaczyła bukiet kwiatów podarowany przez Jegomościa. I właśnie w tej chwili rozległ się w kamienicy znajomy dźwięk pianina….

    - A więc ten specjalista nazywa się Wojciech Szczepankiewicz- powiedziała Anna.

    - Szczepankiewicz? Jak ten nasz lokator z górnego piętra. To zapamiętam.

    Anna spojrzała na kartkę notatnika raz jeszcze. Otworzyła szerzej oczy …..

    - Przepraszam. Wojciech Skrzypczak.

    - Coś panienka jakaś zamyślona dzisiaj – skrzywiła się Pani Stefania.

    - Gabinet ma na ulicy Grunwaldzkiej pod numerem 8- ciągnęła dalej żeby nie wdawać się w dyskusję z ze starszą panią.

    - Grun- wal- dzka nu-mer o-siem …- mruczała Pani Stefania notując adres.

    - Pani wybaczy ale mam jeszcze coś ważnego do zrobienia a już późno- odważyła się powiedzieć Anna chociaż jakoś nieswojo jej się zrobiło bo niegrzecznie tak wypraszać gości.

    - Tak, tak… Niech panienka odpocznie lepiej bo jakaś nieswoja i dziwna dzisiaj – pouczyła starsza pani i zniknęła w korytarzu.

     

    Anna długo zastanawiała się co powiedzieć sympatycznemu sąsiadowi w tych nietypowych okolicznościach. Kiedy już ułożyła sobie wszystko w głowie pobiegła piętro wyżej. Zapukała energicznie do drzwi. Serce waliło jej jak oszalałe i wydawało jej się, że słyszy je cała kamienica. Zza drzwi jednak nie było słychać kroków. Zastukała raz jeszcze…. Już ciszej i nie pewniej.

    Nikt jednak nie otwierał. Pomału zeszła do swojego mieszkania.

    - Hmmmmm…… pewnie śpi. Przecież musi być na jutro wypoczęty.

    Nie czekając długo wyciągnęła z sekretarzyka papeterię i zaczęła pisać …….Zapakowała w kopertę wsuwając w nią jednocześnie swojego ulubionego małego słonika ze srebra. Nie wierzyła w przesądy ale zdawało jej się, że komuś kto idzie na front jest potrzebne coś aby pamiętać, że gdzieś tam istnieje normalność i ktoś czeka .......

    Cała kamienica już spała. Panna Anna na paluszkach jak tylko najbardziej cicho umiała pokonała schody na wyższe piętro. Wsunęła kopertę pod drzwi Jegomościa.

    Jeszcze raz spojrzała smutno na drzwi odchodząc i zniknęła w korytarzu ......