Maj 30, 2017, 12:58:03 pm

Autor Wątek: Edward Wielki  (Przeczytany 797 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline LI

  • Modérateur
  • Level I
  • *****
  • Wiadomości: 444
  • Liked: 20
  • Bądź sobą, wszyscy inni są już zajęci ....
  • Grupa: A RH +
Edward Wielki
« dnia: Listopad 19, 2012, 08:45:22 pm »
Intenciones by The Islanders on Grooveshark
Aż boję się zaczynać pisać bo historia dla mnie ważna a pismak ze mnie żaden. Ale spisać to muszę.... Więc napiszę jak potrafię...

Miniona sobota. Zaplanowany wyjazd. Sprawdzone pociągi, niby wszystko zaplanowane i zapięte na ostatni guzik. Ale jakoś wszystko od rana szło nie tak. Odkładałam wyjazd o  kilka pociągów bo ciągle wyskakiwały jakieś problemy.
W końcu wsiadłam w pociąg. Rozsiadłam się w przedziale. Wtopiłam się w gazetę ("Sztuka życia"- polecam). Dwie godziny minęły szybko.
Jako że od rana wszystko szło nie tak (jak się okazało nie z przypadku) jak miało to oczywiście na miejscu też. Ktoś kto miał mnie odebrać z PKP utknął w ogromnym korku spowodowanym jakimś wypadkiem na skrzyżowaniu. No to trzeba czekać. 
Pokręciłam się chwile po PKP, odwiedziłam tamtejszą księgarnie i w końcu usiadłam na ławce obok jakiegoś starszego pana. Pan jak pan. Wyglądał normalnie. Odłożyłam walizkę na bok, wyciągnęłam gazetę żeby się nią zająć czekając.
Nie zdążyłam przeczytać paru linijek jak starszy pan siedzący obok przemówił:
- Sztuka życia.... - i się zamyślił
Spojrzałam na niego zdziwiona...
- Sztuka życia polega na tym aby dostrzec jego prostotę. Bo życie jest proste samo w sobie. My ludzie je komplikujemy jakbyśmy robili sobie na złość, jakbyśmy uciekali od szczęścia... - dodał po chwili.

Na chwilę zdębiałam. Scena jak z filmu. Siadasz na ławeczce a tutaj ktoś zupełnie obcy zaczyna do Ciebie mówić jak do starego znajomego na tematy filozofii życia. Jakoś nie przywykłam do takich scenariuszy ;).

Nie wiem jednak kiedy zaczęłam z tym człowiekiem rozmawiać .. normalnie, bez skrępowania po chwili... jak z kimś kogo znałabym z 10 lat ...

Pan Edward bo tak miał na imię opowiedział mi historię swojego życia, w którą najpierw nie wierzyłam patrząc na niego szeroko otwartymi oczyma. Bo okazało się, że Pan Edward jest bezdomny. Jego bezdomność jednak z zewnątrz nie wyrażała się niczym. Nie miał w sobie nic z wyglądu bezdomnego czy kloszarda. Czysty, normalny.
Opowiedział jak zaczął pić, potem nie było dla niego miejsca w rodzinie. Historia jak wiele innych historii życiowych bezdomnych. Opowiadał jednak o rodzinie, która stracił z taką czułością, z taka pretensją do siebie jak zawiódł swoje dzieci ..
Dla nich to przestał pic dwa lata temu, wziął się w garść.... Oszczędza pieniądze na to aby móc odłożyć na kilka miesięcy wynajęcia mieszkania, meldunek bo bez tego pracy nie dostanie...
Oszczędzone ma niewiele ale wierzy że mu się uda bo wtedy będzie mógł się pokazać dzieciom jako człowiek, który zwyciężył sam siebie i swoje słabości.


Niby nic takiego a jakoś determinacja i wiara tego człowieka tchnęła we mnie nowe pokłady pozytywnych emocji i energię. Tych emocji nie da się opisać.

Nie zapomnę tego człowieka do końca życia. Nie wiem jak się nazywał więc został dla mnie Edwardem Wielkim ;).

I jak się znowu okazało nic nie dzieje się bez potrzeby... gdybym wyjechała wcześniej... gdyby ktoś się po mnie nie spóźnił ....

Edward Stachura: Życie to nie teatr