Maj 23, 2017, 10:27:44 pm

Autor Wątek: Eckahrt Tole  (Przeczytany 745 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Moniq

  • Modérateur
  • Level II
  • *****
  • Wiadomości: 768
  • Liked: 27
  • Grupa: A RH+
  • Nastrój: I'm like angel @:-)
Eckahrt Tole
« dnia: Kwiecień 30, 2012, 08:07:08 pm »
Intenciones by The Islanders on Grooveshark
Eckahrt Tole: urodzony w Niemczech (jako Ulrich Tolle) w948 roku. Autor książek z dziedziny duchowości, 
m.in. "Potęga teraźniejszości" i" Nowa Ziemia". 
Nie jest związany żadna konkretną tradycją religijną.



Rozpamiętując przeszłość i pędząc ku przyszłości zapominany, że istnieje jakieś „tu i teraz” – twierdzi Eckhart Tolle, autor bestsellera „Potęga teraźniejszości”. 
Jeśli nie uświadomimy sobie naszego istnienia, naszej obecności w ciele, nigdy nie będziemy szczęśliwi. 
A przecież tak łatwo sprawić, aby było inaczej.

Eckhart Tolle: Ludzki umysł charakteryzuje się pewną dysfunkcją, nazwałbym to nawet szaleństwem – by się o tym przekonać, wystarczy przyjrzeć się historii XX wieku. Myślę, że czeka nas wkrótce zmiana świadomości. Na co dzień dostaję setki listów i maili od ludzi z całego świata, którzy są świadkami tej transformacji. 
Kiedy osiągniemy krytyczną liczbę takich osób, doświadczymy globalnych zmian.

La Vanguardia: Na czym polega ta indywidualna zmiana świadomości, która ma przynieść globalną transformację?

Na uświadomieniu sobie, że w naszych umysłach jest głos, który bezustannie do nas mówi, a my możemy prowadzić z nim wewnętrzny dialog. Psychologowie mówią, że 98 proc. naszych codziennych refleksji to powtarzanie starych myśli. Większość ludzi identyfikuje się z tym głosem, sądzą, że ten głos to oni sami.

A tymczasem kim jesteśmy?

Świadomość tego, że istnieję, świadomość „ja”, wypływa z moich myśli, z wewnętrznego głosu opowiadającego mi moją osobistą historię i z wartości, z którymi się identyfikuję. Jednak poza tym sztucznym głosem istnieje inny, dużo głębszy, ale straciliśmy z nim kontakt.

Nie jesteśmy zatem zbiorem uczuć i doświadczeń?

Identyfikujemy się z przeszłością i wyobrażamy sobie siebie w przyszłości. Nasz umysł bezustannie skupiony jest na następnej chwili: co będzie za godzinę, za miesiąc, za pięć lat. Żyjemy starając się dotrzeć do następnego momentu. 
To zadanie stało się naszym „mentalnym przykazaniem”, które każe nam żyć w stanie wiecznego braku satysfakcji, bo nie pozwala na realizację tego, co w życiu najważniejsze: chwili obecnej.

Jak zmienić to „mentalne przykazanie”?

Pierwszym krokiem powinno być uświadomienie sobie, że w mojej głowie istnieje głos, który w rzeczywistości jest jedynie starą powtarzającą się myślą. Następnie trzeba zdać sobie sprawę z naszej relacji z chwilą obecną, czyli zapytać wielokrotnie w ciągu dnia samego siebie, jaki jest mój stosunek do „tu i teraz”: czy traktuję ten moment jak swojego przyjaciela, czy jak wroga? (…)

Istnieją dwie możliwości: albo znajduję się w opozycji do chwili obecnej (nie jestem zadowolony z tego, gdzie jestem, to nie powinno się zdarzyć, nie podoba mi się to, co robię), albo służy mi ona do tego, by przejść do następnego momentu, w którym chciałbym być. W ten sposób trwonimy życie. Mając świadomość, jak ważna jest teraźniejszość, mam możliwość uczynienia z niej swojego przyjaciela. Życie to właśnie chwila obecna, negowanie tego to występowanie przeciwko życiu.

Wszyscy mamy jednak pracę, projekty do ukończenia...

Ale ja nie mówię o obiektywnym czasie odmierzanym przez zegar, mówię o czasie psychologicznym. Umysł ludzki jest użytecznym narzędziem: mam ten projekt do zrobienia i poświęcam mu tyle a tyle obiektywnego czasu. Zaburzeniem jest projektowanie siebie w przyszłości, myślenie, że chcesz coś skończyć, kiedy jeszcze to robisz. Właśnie tak rodzi się stres. Dam wam kilka dobrych rad: zacznijcie od odczuwania życia wewnątrz waszego ciała.

Jak to zrobić?

Trzeba zamknąć oczy i zapytać, jak to się dzieje, że jestem świadom istnienia mojej ręki. W tym momencie moja świadomość wędruje od głowy do ręki, czuję w niej pewną energię. Tę energię, ciepło, witalność mogę też odczuć w innych partiach swojego ciała. Takie doznania pomagają zarzucić kotwicę w chwili obecnej. Wystarczy minuta takiej medytacji, trzeba to jednak robić kilka razy w ciągu dnia.

Chodzi o to, aby poczuć życie poza myślami?

Właśnie, za każdym razem, gdy to robisz, jesteś naprawdę obecny. Inna rada brzmi: uświadamiaj sobie zmysłowe doświadczenia. Jeśli chcesz doświadczyć chwili obecnej, musisz skupić część uwagi na ciele, a resztę na obserwacji tego, co cię otacza. Wtedy znika konieczność nazywania i oceniania tego, co widzisz.

Wszyscy gubimy się w działaniu

To dlatego, że opanowuje nas mentalny szum. Innym ćwiczeniem jest świadome wykonywanie codziennych czynności, które do tej pory traktowaliśmy jak środek do celu. Kiedy myjesz ręce, poczuj na skórze zimną wodę.

Mamy więc nie myśleć, tylko postrzegać

Otóż to. Starajmy się wprowadzać stopniowo coraz więcej prawdziwej obecności do naszego życia, dodać mu smaku, jakości. Chwila obecna to nie to, co się dzieje, ale nasza świadomość. (…)

A co z emocjami?

Emocje są reakcją ciała na myśli. Jeśli mój umysł mówi mi, że jakaś sytuacja jest zła czy nieprzyjemna, ciało przyjmuje to za pewnik, a konsekwencją są negatywne emocje. Prawie całe nasze życie przekształcamy w problematyczne zagadnienie.

W ten sposób wywołujemy cierpienie...

Myśli wywołują emocje, które z kolei wzmacniają stare cierpienia. Jeśli jednak jesteś naprawdę obecny, ból ciała nie może posiłkować się twoimi myślami. Wiesz, że odczuwasz frustrację lub wściekłość, ale się z nimi nie identyfikujesz. (...)