Styczeń 24, 2017, 02:21:30 pm


Autor Wątek: Mam chęć na kurczaka po pakistańsku  (Przeczytany 851 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

13

  • Gość
Mam chęć na kurczaka po pakistańsku
« dnia: Maj 23, 2012, 11:10:43 pm »
  • Publish
  • Intenciones by The Islanders on Grooveshark
    Dawano, dawno temu, w zamierzchłej przeszłości, w książce Joanny Chmielewskiej "Książka poniekąd kucharska", znalazłam przepis na kaczkę po pakistańsku. Ta kaczka to taka po pakistańsku, jak ja biskup, ale niech tam.
     
     Przeczytałam to tylko raz, ale przepis w życie wprowadziłam, zamieniając kaczkę na kuraka i mianując go "kurczakiem po pakistańsku". No i teraz mi się przypomniał, bo jest pyszny, a ja bym chętnie zjadła. Tylko, że ze mną to jest tak, że ja nigdy żadnej potrawy dwukrotnie nie zrobiłam tak samo, bo kombinuję z przyprawami, ziołami i próbuję do ostatniej chwili, zanim garnki z kuchni zdejmę.
     
     Podam tak, jak miałabym to robić w tej chwili (zrekompensuję sobie brak)
     
     kurczak, rozebrany na części i obrany ze skóry. Martwego proponuję tak obrabiać, bo żywy może mieć pretensje. Te części kroimy w paski (jak do chińskiego czegoś). Na patelni smaży się czosnek. Dużo go trzeba. Ja czosnek zdejmuję z patelni, jak się zarumieni, bo gdy się przypali, to jakiś mocno gorzki jest. Na olej czosnkiem pachnący wrzucam dużą ilość posiekanej cebuli. Naprawdę ma być dużo, ok. 4-5 dużych;  należy ją zeszklić i dusić dotąd, aż będzie miękka. Na miękką cebulę wrzucam podsmażoną tę bidulę kurczakową, co ją na paski przerobiłam. No i niech się to już razem dusi, a potem wlewam jogurt naturalny (proszę nie pytać ile, bo nie powiem, gdy nie wiem ile zwłok kurczęcich się smaży. No sos ma być - niektórzy lubią gęsto, nie którzy mniej gęsto, to niech sobie dopasują ilość jogurtu. Ja daję 1 i 1/ dużego kubka), sypiemy w to garściami cudeńka przyprawowe, mieszamy, dodajemy przecier pomidorowy (tak około jednej łyżki, ale nadal nie wiem ile jest kury oraz jogurtu - różowy kolor ma to mieć razem. Mocno różowy) i przykrywamy. Niech się chwilkę łączą smaki. Całość podajemy z ryżem. Nie mam zdjęcia (jakbym miała modela w postaci pełnego talerza, to bym nie pisała teraz tylko jadła), ale miło jest to ładnie podać. Czyli robimy elegancką górkę ryżu na środku talerza, dekorując ją wokół zawartością patelni.
     
     Cudeńka przyprawowe to:
     goździki (nie przesadzać, kilku tych goździków dać  :) , bo oni lubią ci goździcy w zęby wleźć w najmniej potrzebnej chwili i smak sobą przytłaczać)
     trochę kardamonu (jeśli mamy, jeśli nie, to świat się  nie zawali)
     pieprz, sól (wiadomo)
     curry (dużo curry)
     ostra papryka (ta w proszku)
     słodka papryka (też sproszkowana)
     i co tam kto jeszcze lubi, ale dobrze by było, żeby pasowało do reszty
     
     
     A elegancką górkę ryżu uzyskujemy za pomocą miseczki posmarowanej masłem lub skropionej wodą (ja wybieram opcję drugą) - uklepujemy w niej ryż, idziemy z tym do talerza, celujemy w środek i robimy takie coś, jak w piaskownicy robiliśmy babki.