Maj 22, 2017, 11:33:16 pm


Autor Wątek: Dla dziecka: bajka terapeutyczna - "Ocean"  (Przeczytany 1312 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

wiesiek

  • Gość
Dla dziecka: bajka terapeutyczna - "Ocean"
« dnia: Czerwiec 13, 2013, 07:56:33 pm »
Intenciones by The Islanders on Grooveshark
"Ocean" - bajka terapeutyczna. W zamyśle autora tekstu ma zniwelować lęki dziecka: przed chorobą, śmiercią, utratą rodziców i innych bliskich mu osób, także przed samotnością oraz izolacją, wreszcie strach przed nieznanym. Autora zainspirowały opowiadania psycholog Marii Molickiej.   

Marcowy poranek gamą barw i zapachów powitał wybrzeże. Promienie słońca delikatnie muskały powierzchnię oceanu. Fale szumiąc wdzierały się na piaszczysty brzeg, a następnie uciekały jakby ścigane powiewem dmącego od strony lądu wiatru. Nad powierzchnią wody z łoskotem skrzydeł unosiły się śnieżnobiałe mewy. Na zalesionym zaś wybrzeżu radośnie toczyło się życie. Drzewa raz po raz kłaniały się ziemi, po czym wznosiły ku niebu swoje konary, wyprostowując się dumnie, i pełne majestatu spoglądały na świat pod nimi. W gałęziach gnieździły się ptaki, wyśpiewując sobie tylko znane melodie. Jeże, wiewiórki oraz inne leśne zwierzęta pracowicie baraszkowały wśród traw, chcąc według leśnego obyczaju przeżyć dzień.   

Odgłosy świata dochodziły do stojącej samotnie rybackiej chatki. Wlatywały przez otwarte okno do środka, wypełniając jej wnętrze radością i pozytywną energią. Wnętrze chatki witało zapachem drewna i ciepłem palącego się w kominku ognia. W przyciemnionym z lekka kąciku, tuż pod oknem, stało łóżeczko. Mebel był wiekowy, podobnie jak znajdujący się obok niego stolik, na którym całą noc paliła się świeczka. W łóżku, przykryty kocem, leżał chłopczyk o imieniu Krzyś. Twarz miał bardzo bladą i wychudłą. Co jakiś czas podnosił się, tęsknie spoglądając przez okno. Jego uwagę przykuwał ocean. Zawsze fascynowały go morskie głębiny. Posiadał duszę odkrywcy i podróżnika. Gdy wypływał z ojcem - starym rybakiem - na połów, czuł się najszczęśliwszym z ludzi. Zawsze zadawał sobie pytanie: co może kryć się pod powierzchnią wody? - W głębinach żyją stworzenia o najdziwniejszych kształtach - opowiadał mu rybak.- Niektóre są groźne i mogą cię zjeść - dodawał. - Ojej! Naprawdę!? - wykrzykiwał wówczas Krzyś, kręcąc z niedowierzaniem głową. - Ja myślę, że musi być tam bardzo pięknie - mówił z przekonaniem. - Tak, tak - potwierdzał rybak, śmiejąc się życzliwie.

- Nie podnoś się. Musisz wypoczywać - rzekł do chłopca dorzucający drew do ognia stary rybak. Smutnym wzrokiem spojrzał na łóżko. Tegoroczna zima była wyjątkowo długa i mroźna. Krzyś zachorował na zapalenie płuc. Sprowadzony z pobliskiej wsi pan doktor zapisał wprawdzie zioła, lecz mogły one jedynie spowolnić rozwój choroby. W chłopcu stopniowo gasło życie. Teraz posłuchał ojca. Położył głowę na poduszeczce i zamyślił się. - Bardzo bym chciał... - zaczął mówić, lecz po chwili oczy zaszły mgłą i zwilgotniały, a powieki opadły. Pokój na chwilę zawirował i zniknął. Krzyś usnął.

Obudził się w środku nocy. Było pogodnie i bezwietrznie, toteż ojciec zostawił okno uchylone. Malec otworzył, a następnie przetarł oczy. Na okiennym parapecie siedziała dziewczynka. Jej długie, żółte włosy lśniły w blasku księżyca. Zamiast nóg miała pełną srebrzystych łusek płetwę. - Kim jesteś? - zapytał. - Syrenką - odparła wesoło. - Wołają na mnie Inka! Pochodzę z morskich głębin. Wiem, że bardzo pragniesz poznać mój świat. Mogę ci w tym pomóc. Na rozgorączkowanej buzi chłopca pojawił się pierwszy od wielu tygodni uśmiech. - Oczywiście - odpowiedział.

Syrenka chwyciła chłopca za rękę i kiwnęła zachęcająco głową. Po chwili znaleźli się na brzegu oceanu.- Poczekamy, aż zabierze nas fala - rzekła. – Oj! A jak utonę? - Krzyś na moment zawahał się. - Nic ci się nie stanie - zapewniła dziewczynka. - W moim świecie nikt nie ginie i nie umiera. Wszyscy są tam bardzo szczęśliwi. Gdy to mówiła, z gęstwiny wygramolił się ogromny krab. - Kubuś! - krzyknęła Inka. - To mój serdeczny przyjaciel. Towarzyszy mi we wszystkich przygodach - poinformowała Krzysia. - Z tobą też się zaprzyjaźni. Krab wyszedł na piasek, zaśpiewał, zatańczył, ukłonił się Krzysiowi i rzekł. - Jestem Kuba, którego wszyscy kochają. Dużo się śmieję, lubię też dobrą zabawę. Przyłącz się! Krzyś przytaknął ochoczo. Nigdy nie miał przyjaciela. Większość czasu spędzał bowiem w rodzinnej chatce, pomagając ojcu w pracy. Zanim nadpłynęła fala, zabawili się raźno z krabem w berka, chowanego, zgaduj-zgadulę, lepili z piasku babki oraz kulki, którymi rzucali do upatrzonego wcześniej celu. Syrenka przyglądając się ich psotom, na przemian to śmiała się, to śpiewała, to klaskała w dłonie. Nawet księżyc zdawał się cieszyć, jak gdyby chciał dodać im otuchy, a nawet dołączyć do zabawy.

- Nadchodzi fala! - zawołała Inka. Cała trójka dała nura do wody i trzymając się za ręce, popłynęła w głąb oceanu. Im bliżej byli morskiego dna, robiło się coraz ciemniej. Krzyś niepewnie rozglądał się. Nie dostrzegał ni ryb, ni innych morskich istot. Serce biło mu niczym młot. Ogarniało go uczucie będące połączeniem strachu i zwątpienia. Lecz oto, gdzieś w dole, dojrzał żółte światełka. Im bardziej się do nich zbliżali, tym stawały się jaskrawsze. Po chwili znaleźli się pomiędzy nimi. Wokół pojaśniało. Ukazało się dno oceanu. Wyglądało dokładnie tak jak w marzeniach Krzysia. Z zaciekawieniem przyglądał się różnobarwnym rybom i wyrastającym z morskiego podłoża kolorowym roślinom. Ryby wyglądały inaczej niż te, które wyławiał ojciec. Mieniły się barwami tęczy, a ich kształty oraz rozmiary zadziwiały. Jedne były ogromne i prawie całe czerwone. Prawie, gdyż płetwy miały srebrzyste, a wielkie, wyłupiaste oczy - zielone. Płynęły pojedynczo, powoli i dostojnie, wodząc przy tym wzrokiem po wszystkim co napotykały na swojej drodze. Zobaczywszy trójkę przyjaciół zatrzymywały się. - bonjour - mówiły dźwięcznymi głosami. - Pięknie dziś jest, prawda? Otrzymawszy potwierdzenie tych słów, wykonywały głęboki ukłon, po czym ruszały w dalszą drogę. Inne natomiast były tak małe, że chłopiec ledwo mógł je dostrzec. Podłużne, koloru różowego z fioletowymi ogonkami, żwawo mknęły licznymi ławicami do przodu, nie zwracając uwagi na przybyszów. Były też takie, które tylko machały do Krzysia, Inki i Kuby szerokimi płetwami, rozwierającymi się w ruchu na kształt wachlarza. Pokryte czarnymi oraz białymi łuskami, wyróżniały się pośród mnogości barw prostotą i surowością. Wtem z czeluści wyłonił się rekin. Krzyś z początku przestraszył się. Przypomniał sobie, jak ojciec mu mówił o groźnych zwierzętach mogących go zjeść. - Przypływa do nas dla zabawy – uspokoiła go syrenka. - Rybki, rybki! Uciekajcie! - wrzasnął rekin. - Jeżeli, którąś z was złapię, będzie... hm... - na moment się zamyślił. - Będzie musiała mi śpiewać przez cztery godziny bez przerwy. To rzekłszy ruszył w kierunku najbliższej ławicy. Lecz jego ogon zaplątał się w gęstwinę. Na ten widok niedoszłe „ofiary" po cichutku zachichotały. Roześmiał się też Krzyś. Drapieżnik nic sobie z tego nie robiąc, wyplątał się z pnączy. - Jutro na pewno was złapię – zapewnił, mrugnął w kierunku chłopca lewym okiem i szybko odpłynął.     
                 
Gdy przyjaciele znaleźli się na dnie, Krzyś ze zdumieniem stwierdził, że rosnące wokół rośliny mają usta i oczy. - Witamy, witamy - rzekły pochylając się nad nim. W cieniu roślin chowały się kraby. - Przedstawiam ci moich braci - powiedział Kuba. - Jeśli tylko zechcesz, pięknie ci zagrają. Dopiero teraz Krzyś zauważył, że kraby trzymają instrumenty: bęben, flet, trójkąt, trąbkę i gitarę. – Zagrajcie, proszę -  rzekł do nich, składając dłonie jak do modlitwy. - Twoje życzenie jest dla nas rozkazem - odpowiedziały jednym głosem. - Ja będę dyrygował - dodał Kuba. W podwodnym świecie rozbrzmiała śliczna, wesoła muzyka. Wszystkie rośliny zakołysały się w jej rytm, a pływające pomiędzy nimi ryby rozpoczęły zabawne harce. Jedne trzymając się za płetwy, tańczyły ze sobą, śpiewając lub po prostu nucąc słyszaną melodię, inne prześcigały się w najwymyślniejszych wodnych akrobacjach. Syrenka chwyciła chłopca za ręce. Popłynęli w górę, kręcąc się dookoła. Serce Krzysia wypełniała nieograniczona radość. Był szczęśliwy.
Muzyka ucichła, a morskie życie powróciło do swoich codziennych zajęć. Mimo to przyjaciele dalej bawili się, nie bacząc na upływający czas. W pewnym momencie poczęły zapadać ciemności. Żółte światełka, które mijali płynąc ku morskiemu dnu zmieniły kolor na zielonoszary. Rośliny przylgnęły do dna, ryby się pochowały. Krzysia ogarnęło zmęczenie. Jego towarzyszy natomiast senność. Syrenka usiadła wówczas na jednej z leżących wokół pereł i wskazała ręką na zachód. Chłopiec dojrzał w oddali świecącą górę. – Widzisz? Pod tym wzgórzem jest bursztynowa jaskinia. Musisz do niej wejść. Ktoś tam na ciebie czeka. Kuba cię zaprowadzi - poleciła syrenka. - Kto mnie oczekuje? – zapytał zaciekawiony Krzyś. - Zobaczysz. To niespodzianka - dodała Inka.

Po krótkim wypoczynku ruszyli. Dno oceanu pogrążone było w ciemnościach. Jedynie przed ich oczami świeciła góra. Gdy znaleźli się u jej stóp, krab, który podczas drogi spoważniał i nie odzywał się, wskazał wejście do jaskini. – Dalej nie mogę z tobą pójść – rzekł. – Nie obawiaj się jednak. Idź! Powodzenia!
Krzyś odważnie przekroczył próg groty. Spojrzał w górę i na boki. Wokół lśniło. Wewnątrz nie było wody, a szerokimi korytarzami o połyskujących ścianach wędrowali ludzie. Starzy i młodzi. Na ich twarzach malował się spokój. Nic nie mówili, a jedynie spoglądali na niego pogodnie. Nagle zobaczył chatkę. Taką samą w jakiej mieszkał. Zapukał i ostrożnie popchnął drzwi. W środku, przy kominku siedziała starsza kobieta. Usłyszawszy go, odwróciła pokrytą siwymi włosami głowę. Wówczas ją poznał. – Mamusia! – wykrzyknął z radością. Mama umarła półtora roku temu. Pamiętał, iż bardzo przeżył to rozstanie. Nie sypiał płacząc po nocach. Teraz uściskali się serdecznie. Mieli sobie tyle do powiedzenia, lecz nie odzywali się. Siedzieli tylko razem przy ogniu ciesząc się sobą. – Czy podoba ci się ten świat? – przerwała milczenie mama. – Bardzo – odparł Krzyś. – Tu jest wspaniale! Mama pokiwała potwierdzająco głową. – Chciałbyś zostać? – zapytała. Krzyś zastanowił się, po czym rzekł stanowczo: – Tak! Ale... muszę wrócić do tatusia. Wszystko mu opowiedzieć i zapytać, czy mogę być tutaj – dodał. – Zrób tak – powiedziała mama. – Tatuś na pewno się zgodzi. Nadejdzie czas gdy dołączy do nas i będziemy razem. Na zawsze. Na matczynej twarzy pojawił się uśmiech. Spojrzała na synka, a następnie, pogłaskała po głowie. – Wróć prędko – rzekła. – Wróć! - zawtórowali jej: syrenka i krab, którzy niespodziewanie znaleźli się w chatce. Krzyś chciał im odpowiedzieć. Nie zdążył jednak gdyż oblicza matki i przyjaciół poczęły stopniowo zanikać. Po chwili chłopiec zorientował się, że jest sam… w wodzie. Otaczały go nieprzeniknione ciemności. Tylko gdzieś w górze tliło się białe światło. Zamknął oczy i wiedziony jedynie przeczuciem, że tam jest droga, którą dotrze do domu  ku niemu popłynął.       

Gdy rozwarł powieki zauważył, iż znów leży w swoim łóżeczku. – Myślałem, że umarłeś – powiedział do niego zatroskany ojciec. – Czym jest śmierć? – zapytał malec. Twarz rybaka posmutniała jeszcze bardziej. Widząc to, chłopczyk pomyślał, że źle uczynił. Chcąc naprawić swój błąd, zaczął opowiadać o przygodach na dnie oceanu oraz spotkaniu z mamą. Oblicze starego człowieka rozpogodziło się. - Chciałbym tam wrócić i zostać. Mogę? – poprosił nieśmiało. – Ależ oczywiście – odparł ojciec. – Mama powiedziała, że kiedyś ty tatusiu także tam się przeniesiesz – dodał chłopiec. – Miała rację – zgodził się z nim rybak. Lecz Krzysiu ostatnich słów ojca już nie usłyszał.

Wstał nowy dzień. Zza kłębiastych chmur wyszło słońce i oświetliło piaszczyste wybrzeże. Witająca poranek przyroda zajrzała do wnętrza rybackiej chatki. Krzysia w niej nie było. Wewnątrz domu i w obejściu kręcili się okoliczni mieszkańcy. Mówili, że chłopiec umarł. Rybak stał na brzegu oceanu i obserwował horyzont. Morskie fale niosły ze sobą śmiech dziecka. Tylko one znały prawdę. – Krzysiu bawi się z przyjaciółmi w podwodnej krainie – szeptały do siebie. – Jest ze swoją mamusią. Oboje wiedzą, że pewnego razu zobaczą ojca, który zamieszka z nimi i nigdy więcej się nie rozstaną.         

Bajka terapeutyczna – krótkie opowiadanie z morałem tworzone dla dzieci w wieku od 3 do 9 lat. W opowiadaniach tych świat jest widziany z dziecięcej perspektywy. Ich głównym zadaniem jest przezwyciężanie i redukowanie lęku u dzieci. Cechą bajek terapeutycznych jest to, że bohater znajduje się w trudnej sytuacji i przeżywa stany lękowe. Wprowadzone do bajki postaci pomagają bohaterowi znaleźć sposoby przezwyciężenia trudnych chwil życia. Dziecko ma możliwość przebycia z bohaterem całej drogi wyjścia z lęku. Zazwyczaj bohaterami bajek terapeutycznych są małe zwierzątka, dzieci lub zabawki, z którymi czytelnik (słuchacz), może się identyfikować. Definicja zaczerpnięta z Wikipedii.
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 13, 2013, 08:27:55 pm wysłana przez edu »