Czerwiec 24, 2018, 08:56:08 pm
Kwiecień 01, 2013, 01:30:32 pm by Moniq in Women's world


Znaczenie słowa "dziewictwo" zostało w naszych czasach wypaczone. Oznacza ono fizjologiczną czystość kobiety czyli rzecz prosto ujmując to, że nie miała kontaktów sexualnych z mężczyznami. Dziewictwo to z punktu męskiego coś bardzo ważnego co kobieta wnieść może do małżeństwa. Niestety nie działa to w drugą stronę. Nasz kultura bowiem rozgrzesza płeć męską z podbojów erotycznych czasów kawalerstwa gdyż facet "musi się wyszaleć". Czyż nie jest to robienie z mężczyzn "półgłówków", którzy nie potrafią zapanować nad swoją sexualnością? Czyż nie jest to wymaganiem od kobiet czegoś więcej niż od mężczyzn? Co paradoksalne myślenie takie wymyślili faceci żeby usprawiedliwić swoje zachowania. Uczynili też z dziewictwa kobiet coś czym kobieta powinna się "wkupić" w łaski przyszłego męża. Gdzie wzajemność? Dlaczego od kobiety żada się dowodu na to, że potrafi kontrolować swoją sexualność a od mężczyzn nie? Czy to przeświadczenie społeczne, że kobieta jest kimś gorszym kto musi coś udowadniać? Faceci nie wiedomo dlaczego zwolnili się z obowiązku udowadniania czegokolwiek ;). Jakież to wygodne prawda ;).
Myślę, że postrzeganie w ten sposób  kobiety przez mężczyzn ma w  charakter projekcji. In­nymi słowy, mężczyźni widzą w kobietach swoją własną sła­bość i nieobliczalność seksualną, którym zaprzeczają.

 

Kobieta, która potrafi zachować swoją czystość do małżeństwa niewątpliwie zasługuje na szacunek ale   moim zdaniem istnieje różnica pomiędzy koniecznością a wolnym wyborem.
Kobieta ma wybór narzucany przez społeczne wychowanie. Jednym z nich jest odcięcie się od swojej sexualności zupełnie bo wychowano ją że to coś niedobrego i nieczystego. Drugim jest używanie swojego ciała jak narzędzia przynęty i wkupywania się w łaski mężczyzn. Niczego innego nie uczą nas nasze matki i nasi ojcowie. Idąc pierwszą drogą cnota zachowana przez kobietę nie wypływa z jej wolnej woli lecz z presji społecznej. W drugim wypadku nie zachowanie cnoty jest także jakoby przymusem narzuconym przez wychowanie bo nikt nie nauczył innego myślenia.
I w rezultacie ani cnotliwa dziewczyna która dotrzymuje swoich czystości do ślubu pod presją społeczną nie zasługuje na uznania (to tak jakby impotenta wychwalać za to, że nie uprawia sexu) ani dziewczyna używająca swojego ciała jak przedmiotu na potępienie (bo to tak jakby komuś nauczonemu, że aby żyć trzeba oddychać zabronić oddychać).

Czym więc jest dziewictwo prawdziwe?


Aby to wytłumaczyć musimy się cofnąć do czasów bardzo dawnych kiedy to na świecie nie panował przedpatriarchat tak jak dziś.

Kiedyś kobiece bóstwo kojarzone z tą, która daje życie symbolizowane przez księżyc nazywane było Matką- Dziewicą. Oznaczało to wtedy dokładnie tyle co ta, która nie potrzebowała męskiego partnera, który miałby ją uzupełniać. W starożytnych, przedchrześcijańskich mitach oprócz bóstw kobiecych - matek-dziewic - pojawia się również postać Syna. I tam, podobnie jak w micie chrześcijańskim, Dziewica wydaje na świat Syna. Syn dojrzewa, staje się kimś bardzo ważnym, potem umiera i powraca do życia. Był to jednak syn boga-matki, a nie boga-ojca. Sprawa jak poczytać nie jest jednak taka prosta bo bóstwa te zawierały w sobie zarówno cechy boga-matki jak i boga-ojca. Były to więc bóstwa płciowo niezróżnicowane, obojnacze, choć przedstawiane na ogół w postaci kobiecej.
Tak więc dziewictwo było w czasach przedchrześcijańskich czymś zupełnie innym niż dzi­siaj. Dosłowne znaczenie pojęcia "dziewica" w języku grec­kim  to "ta, która nie potrzebuje męża". Nie ta, która nie chce męża, nie ta, której żaden mężczyzna nie chciał, nie ta, która nie mogła czy nie potrafiła znaleźć męża, tylko ta, która go nie potrzebuje. Czyli, innymi słowy, kobieta niezależna, posia­dająca własną tożsamość. Kobieta, dla której mężczyzna nie musi być legitymacją jej istnienia i najważniejszą treścią życia.
W dodatku przydomek "dziewica" mogła otrzymać każda kobieta niezależnie od stanu: rozwódka, wdowa, panna. Nie chodziło tutaj o "dziewictwo" rozumiane jako takie jak rozumiemy je dzisiaj w sensie fizjologicznym.

Tak pojmowana "dzie­wica" nie odrzuca mężczyzny i nie uważa go za wroga ani za coś gorszego. Jest osobą niezależną, która przekroczyła swój egcentryzm, jest sama sobie i dzięki temu potrafi kochać i pozwala kochać innym dlatego, że chce a nie dlatego że potrzebuje tego aby przetrwać ;).








Drążąc temat dalej.....
Greckie słowo parthenos, tłumaczone potocznie jako "dzie­wica", oznacza w istocie "niezamężną kobietę".
Pogański rytuał religijny, zwanym "świętym małżeństwem" (po grecku hieros Bamos) w sposób istotny wiąże się ze sprawą dziewictwa w jego głębokim rozumieniu.
Zgodnie z ówczesnym rytuałem każda kobieta, która chciała ubiegać się o przydo­mek "dziewicy", przynajmniej raz w życiu winna była udać się do świątyni Isztar albo Afrodyty (Afrodyta była greckim od­powiednikiem Isztar) i w tejże świątyni oddać się nieznanemu mężczyźnie.
W pierwszym odruchu wzdragamy się na myśl o czymś takim ;). Postarajmy się jednak zrozumieć ciąg dalszy....
Już na pierwszy rzut oka podejrzewamy, że dzieje się tu­taj rzecz niezwykła bo przeciwne temu z czym „dziewictwo” kojarzy nam się dziaisaj.
W pierwszym odruchu wzdragamy się na myśl o czymś takim ;). Postarajmy się jednak zrozumieć ciąg dalszy....
Już na pierwszy rzut oka podejrzewamy, że dzieje się tu­taj rzecz niezwykła bo przeciwne temu z czym „dziewictwo” kojarzy nam się dziaisaj. Intencją ceremoniału hieros gamos wydaje się bowiem być uznanie i wyniesienie seksualności kobiety na ołtarze. Zwróćmy uwagę na to, że akt ten nie czynił kobiety zależną, bowiem mężczyzna był kimś nieznanym i nie wolno było w żaden sposób kontynuować zawartej w świątyni znajo­mości. Mało tego, kochanie się z nieznajomym często było ze strony kobiety aktem leczącego i kojącego współczucia, gdy był to mężczyzna stary lub chory, który szukał w kontakcie z kobiecym bóstwem - z życiodajną Matką - okazji do odno­wienia sił życiowych.

No to zastanówmy się jak to było z Marią – matką Jezusa

(czyli za chwile mnie ktoś wyklnie ;))


W czasach kiedy spisywano Biblię słowo „dziewica” oznaczało tyle „Kobieta nie potrzebująca męża” lub "Kobieta niezamężna". (szeżej: http://discovery-nature.com/wiara/jak-z-marii-zrobiono-dziewice-2165.new.html#new)

Dogmat o niepokalanym poczęciu Marii  potwierdzono dopiero na Soborze Watykanskim ll (1962-1965) (Sobor Watykanski ll.Konstytucje, dekrety, deklaracje, Pollottinum,Poznan 1986, s.157-166). Dlaczego? Czy dlatego, że świętość Boga wymaga, by jego matka także była święta - pełna łaski i wolna od grzechu?
Dlaczego Jezus nie mógł się narodzić z kobiety “zwyczajnej”? Mógł się urodzić na sianie w oborze, ale już nie z kobiety grzesznej takiej jak każda inna?
Dlaczego tak bardzo ktoś chciał uczynić z Marii dziewicę?
Zapewne Kościół Katolicki uznał, że nie wypada żeby Syn Boży był poczęty w akcie grzesznym. Bo kościół Katolicki uznaje akt seksualny za grzeszny ;).

Ale Kościół Katolicki, który to ustanowił to kapłani, którzy są są mężczyznami.
I myślę, że to mężczyźni z powodu swojego egoizmu doprowadzili do takiego obrazu poważanej przez Kościół kobiety.
Czyż dziewica jako rozumienie „kobieta, która nie potrzebuje męża” nie zagraża mężczyznom.
Budzi się głos w męskich głowach: „Kim ja jestem, skoro kobieta mnie nie potrzebuje?” ;). Wszak płeć męska ma wielką tendencję do budowania swojej wartości przez obecność kobiety a szczególnie takiej, która jest od nich całkowicie zależna.

A więc każda z na może stać się w głębokim i mądrym rozumieniu tego słowa dziewicą ;) Stać się kobietą, która nie potrzebuje ani ulegać mężczyźnie, ani panować nad nim po to, aby mieć poczucie, że jest kimś i że jej istnienie ma sens, kobietą, która jest "sama w sobie".
Tylko wtedy może obdarowywać miłością prawdziwą bo niezależną i niewynikającą z egoistycznych pobudek.


 [Comment on this topic

Kwiecień 01, 2013, 12:35:54 pm by Moniq in All you nead is love ;)


Obserwując naszą biologię możemy stwierdzić, że każda kobieta jest zarówno kobietą jak i mężczyzną, a kazdy mężczyzna jest zarówno mężczyzną jak i kobietą. Podniosą się za chwile głosy oburzenia.. ;)
Zauważmy, że wystarczy brać przez jakiś czas niewielkie dawki hormonów aby nasza płeć zaczęła się zmieniać. I tak mężczyzna przyjmujący odpowiednie dawki estrogenu i progesteronu w niewlekim odstępie czasu zaczynają nabierać cech żeńskich. I odwrotnie kobiety przyjmujące androgeny zaczynają "mężnieć". Wiosek jest wtedy taki, że  płeć, której jesteśmy pewni jako czegoś danego nam raz na zawsze nie jest taka pewna ;). Wniosek drugi jest taki, że na poziomie naszej fizyczności obie płcie są częścią tej samej płci. Kobieta jest w swoim wnętrzu nasycona cechami męskimi, a mężczyzna żeńskimi. Oczywiście nastąpiło w nas wyodrębnienie cech naszej płci i one dominują. Na szczęście jest tak, że istnieje między nimi ta jedna mała różnica. Obrazowo wygląda to jak z yang i yin.

http://24.media.tumblr.com/132f4259412acbc2f9b5a86f08824879/tumblr_mhvvzmE5Nc1qfy7c2o1_500.jpg


Kobieta i mężczyzna spotykają się po to aby się wzajemnie od siebie uczyć. Kobieta powinna budzić w sobie cechy męskie a mężczyzna cechy żeńskie równocześnie umiejąc zachować cechy swojej płci i swojej odrębności. Nie, nie chodzi o to aby kobieta stała się mężczyzną a mężczyzna kobietą ;). Chodzi tylko o tę "Kropkę" jak w symbolu yang i yin. W ten sposób myślę każdy z nas może dążyć do wewnętrznego dopełnienia i jedności.








KOBIETA                                                                                   MĘŻCZYZNA
pasywność                                                                               aktywność
kooperacja                                                                               rywalizacja
wrażliwość                                                                               odporność
intuicja                                                                                     rozumowanie
uczucia                                                                                     wola
synteza                                                                                    analiza
uległość                                                                                    stanowczość
miękkość                                                                                   sztywność
cielesność                                                                                 umysłowość
chęć bycia poznaną                                                                   potrzeba poznania
partnerstwo                                                                              górowanie
intymność                                                                                  dystans
akceptacja                                                                                 wymagania


 [Comment on this topic

Marzec 31, 2013, 05:09:06 pm by Moniq in All you nead is love ;)


Człowiek jest obdarzony czymś więcej niż pozostały świat zwierząt. Tym czyś jest samoświadomość.
Człowiek uświadamia sobie siebie, uświadamia sobie innych ludzi, uświadamia sobie swoją przeszłość, teraźniejszość oraz możliwość przyszłości.

Ta świadomość samego siebie jako ODRĘBNEJ JEDNOSTKI, świadomość krótkotrwałości życia, faktu, że człowiek rodzi się niezależnie od swej woli i że bez tej woli także umiea, że może umrze przed tymi, których kocha, albo że oni umrą przed nim....... świadomość swojej samotności i wyodrębnienia... uświadomienie sobie swojej bezsilności wobec przyrody i wszechświata...
Wszystko co powyższe czyni człowieka odosobnionym .... jest z niczym nie związany.
Świadomość tych rzeczy to dla człowieka więzienie nie do zniesienia.


Skąd to się wzięło czyli wróćmy do Adama i Ewy


W biblijnej opowieści o Adamie i Ewie czytamy że Bóg stworzył człowieka na wzór i podobieństwo swoje. Człowiekiem tym był Adam, którego szybko i jednoznacznie uznano za mężczy­znę ale ja nie mam pojęcia dlaczego. Mówi się jednak w chrześcijaństwie, że Bóg jest bezpłciowy czyli jest Bogiem-Ojcem i Bogiem-Matką jednocześnie. Łączy wszystkie atrybuty płci kobiecej i męskiej. Przypisywanie płci Bogu jest urąganiem Jego doskonałości bo wtedy uznajemy go jako połowiczność.
Skoro Bóg jest bezpłciowy możemy podejrzewać, że skoro Adam był stworzony na podobieństwo Boga to także nie posiadał płci.

Skoro Adam nie posiadał płci był bytem obojnaczym czyli czymś, co rozmnaża się poprzez swój podział czyli bytem teoretycznie nieśmiertelnym.
Biblia wskazuje na to, iż na początku Ewa była czę­ścią Adama, jego aspektem. To zgadzałoby się z  tezą, że pierwotnie Adam był istotą bez płci lub też dwupłciową i w którymś momencie nastąpiło wyodrębnienie z obojnaczego Adama aspektu zwanego Ewą, czyli kobiety.
Z jakiś przyczyn  Bóg stwierdził, że z żebra Adama stworzy drugiego człowieka, którym była Ewa.  Przypomina nam to dzisiejsze knowanie- z komórki dawcy poprzez odpowiednie działania powstaje identyczny organizm. Jednakże Ewa nie była identyczna. Nastąpił podział na płeć męską i żeńską. Z jakichś niewyjaśnianych przyczyn Bóg stwierdził, że jest to koniczne. Może wyjaśnieniem tego jest to jak komórki obojnacze z biegiem ewolucji muszą zacząć się specjalizować i dzielić, muszą podejmować bardzo specyficzne funkcje, tworząc bardziej złożone organizmy. Jedną z konsekwencji tego pro­cesu jest polaryzacja płciowa. Muszą powstać dwa różne orga­nizmy: jeden płci męskiej, drugi - żeńskiej. Potem powstanie każdego nowego organizmu może się odbyć tylko poprzez połączenie odpowiednich fragmentów organizmów rodziców. Jak wiemy, wszystkie istoty bardziej złożone muszą rozmnażać się w ten sposób.
Organizmy obojniacze nie potrzebują płci ale też poprzez podział samych siebie nie tworzą nowych niepowtarzalnych organizmów, które ewoluują.
Może w tym zawiera się istota utraty niesmiertelności opisana w Biblii.
Komórki obonacze są niejako niesmiertelne. My jako istoty płciowe możemy stać się nieśmiertelni tylko poprzez połączenie się dwóch polaryzacji czyli komórki żeńskiej i męskiej.

Dziełem Stwórcy są zatem dwie płcie, które w sposób naturalny, ze względu na to pierwotne, bolesne rozdzielenie mają tendencję dążenia ku sobie.

Poczucie osamotnienia


Tak więc kiedy Adam i Ewa zjedli owoc z drzewa poznania dobrego i złego stali się ludźmi. Wyzwolili się z pierwotnej zwierzęcej harmonii z naturą- dlatego zważyli, że „byli nadzy" i zawstydzili się.
I właśnie kiedy Adam i Ewa czyli mężczyzna i kobieta uświadomili sobie swoje własne i wzajemne istnienie, zdali sobie zarazem sprawę ze swego odosobnienia. Zdali sobie również sprawę z tego że się od siebie różnią, ponieważ należą do odmiennych płci.
To z czego zdali sobie sprawę sprawiło, że stali się sobie obcy, jako że nie nauczyli się jeszcze kochać wzajemnie.
To z czego zdali sobie sprawę uczyniło ich osamotnionymi.

http://24.media.tumblr.com/tumblr_lxtilgMvOp1r96ouzo1_1280.jpg


 [Comment on this topic

Marzec 27, 2013, 11:19:38 am by Moniq in All you nead is love ;)


Miłość nie jest wymianą handlową


Zacznijmy więc od tego jak postrzegana jest miłość w kontekście małżeństwa w dzisiejszej kulturze.
I chyba nie będzie to optymistyczne spojrzenie.....

Większość ludzi bardzo chce być kochana, potrzebuje tego i tęskni za tym. Podejmujemy szereg działań aby na to uczucie zasłużyć. Szczególnie męska strona w tych zabiegach doszła do perfekcji. No mężczyźni chwytają się sposobu zdobycia mocnej pozycji życiowej w strefie pozycji społecznej, stanowiska, pieniędzy i dóbr materialnych. Inna metoda, szczególnie ulubiona przez kobiety, to dbałość o wygląd oraz pielęgnację ciała, stroje itd.....
Ci, którzy nie są w stanie zdobyć powyższych przymiotów starają się po prostu być mili i sympatyczni.
W mniemaniu większości z nas umieć zdobywać miłość to znaczy po prostu być sympatycznym i pociągającym fizycznie.

Problem jednak tkwi w czymś innym moim zdaniem.
Na ogół myślimy, że zdolność kochania to problem obiektu tych uczuć. Wychodzimy z założenia, że wystarczy po prostu znaleźć odpowiedni obiekt aby wszystko samo się rozwinęło "jak potrzeba".
A tymczasem to wtedy nie miłość. To tylko transakcja jak kupowanie w sklepie. Jak handel wymienny- Ty spełniasz moje oczekiwania, jesteś akurat i odwrotnie. Wg naszej kultury taki związek to transakcja korzystna dla obu stron. W każdym razie uczucia miłosne kieruje się zazwyczaj jedynie ku takiemu
ludzkiemu "towarowi", który można zdobyć biorąc pod uwagę własne możliwości wymienne ;).
Można to szerzej porównać do handlu.....
Tak więc dwie osoby "zakochują" się w sobie, kiedy czują, że znalazły najlepszy osiągalny na rynku obiekt, uwzględniając przy tym obustronne wartości wymienne. Często, podobnie jak przy nabywaniu nieruchomości, odgrywają dużą rolę przy tych transakcjach ukryte możliwości, które mogą się w przyszłości zrealizować ;).

I trudno się dziwić, że wygląda to jak wygląda. W społeczeństwie dzisiejszym społeczeństwie, w którym  wszystko można przehandlować i w której sukces materialny jest najwyższą wartością, stosunki w dziedzinie ludzkiej miłości podlegają temu samemu schematowi wymiany, jaki rządzi rynkiem towarowym.

Większość feministek oburza się na wspomnienie jak jeszcze wiek, dwa temu zawierało się małżeństwo. O tym kto i kiedy się pobierze decydowali rodzice i korzyści majątkowe.  I nie wiem dlaczego się tak oburza świat feministyczny skoro teraz nie jest lepiej. Ba! Ja twierdzę, że kiedyś było lepiej. Bo wymiana handlowa aktywów owszem była ale oprócz tego pielęgnowało się takie wartości jak wierność, trud zostawania razem pomimo różnic i niespełniania oczekiwań czy nie występowania zdradliwego uczucia "zauroczenia" czyli chemii mózgu. Teraz poszliśmy o krok dalej - kiedy korzyści takowej wymiany handlowej przestają nam wystarczać bierzemy rozwód albo porzucamy.


 [Comment on this topic

Marzec 27, 2013, 11:16:47 am by Moniq in All you nead is love ;)


Ktoś kiedyś napisał, że "Miłość to sztuka". Jeśli tak jest to czy da się jej nauczyć?
Bo uczymy się mnóstwa rzeczy w życiu, bardziej przydatnych i mniej przydatnych, błahych.
Większość ludzi deklaruje, że ważna dla nich w życiu jest miłość a jakoś rzadko kto próbuje ją zrozumieć i się jej nauczyć.

Jeśli chcę posiąść umiejętność malowania studiuję podręczniki, uczę się technik i próbuję w praktyce co mi  z tego wyjdzie. Może i tak trzeba podejść do umiejętności jaką jest kochanie.

Więc spróbujmy zdefiniować miłość. Ale ....
Ale jej zdefiniować się nie da chyba /mysli
Spróbujmy więc określić czym ona na pewno nie jest.



 [Comment on this topic

Marzec 26, 2013, 11:08:11 am by Moniq in Siła spokoju ......


Każdy człowiek to tajemnica. Nie znamy innych i nie znamy samych siebie. Każdy z nas jednak rozpaczliwie pragnie poznać innych i poznać siebie.

Istnieją dwie drogi poznania innych ludzi....

http://25.media.tumblr.com/tumblr_mb8dvskzYh1rds0r4o1_500.gif


Jedna to droga rozpaczliwa. To droga władzy nad drugim człowiekiem. Władza, która zmusza innych do wykonania wszystkiego czego chcemy, czucia tego co my chcemy, myślenia tego co my chcemy.
Władza ta zamienia drugiego człowieka w przedmiot, w rzecz .. Naszą rzecz, naszą własność.
Można się posunąć do niejako sadyzmu. Można zadawać istocie ludzkiej cierpienie, zmusić ją aby cierpiąc zdradziła nam swoja tajemnicę.
Mi przypomina to działanie czysto dziecięce. Dziecko chcąc poznać jakąś rzecz, załóżmy biedronkę więzi ją w słoiku, w końcu bierze do rączek i wyrywa jej skrzydełka, nóżki.... Robi to gdyż chce poznać tajemnicę zwierzęcia, rzeczy .. tajemnice życia ;).

I tu pojawia się problem bo niszcząc coś nie możemy tego poznać. Dziecko chce poznać tajemnice motylka wyrywając mu skrzydełka ale niszczy go tylko nie poznając tajemnicy działania i tajemnicy jego życia.

Drugim sposobem poznania drugiego człowieka, nas samych i świata jest miłość. Miłość jako zespolenie. W akcie zespolenia poznajemy innych, poznajemy siebie lecz nie dzieje się to w sposób do końca intelektualny. Gdybyśmy wiedzieli nawet tysiąc razy więcej o sobie, potrafili wytłumaczyć to na drodze psychologicznego i biologicznego poznania to i tak nie dotarlibyśmy do samego jądra samych siebie, innych ludzi i całego świata. To wszystko wykracza po za myśli i słowa.
Musimy obiektywnie poznać drugiego człowieka i siebie zarazem po to, aby móc wiedzieć jacy jesteśmy naprawdę, albo też raczej przezwyciężyć złudzenia, nasz zniekształcony obraz, jaki sobie o nim wyrobilismy. Jedynie wtedy jeśli znamy obiektywnie jakiegoś człowieka i siebie, możemy poznać w akcie miłości jego najgłębszą istotę ;)



 [Comment on this topic

Luty 22, 2013, 09:12:49 pm by Moniq in Siła spokoju ......


..... pewnego dnia, że chcesz przestać być miłym i ratować cały świat bądź przygotowany na opór otoczenia.
Wszyscy dookoła Ciebie przyzwyczaili się już do tego, że zawsze pomagasz, spełniasz ich prośby, wspierasz, bierzesz odpowiedzialność za coś co do Ciebie nie należy ...
Zapewne usłyszysz wtedy, że się zmieniłeś, w głowie Ci się poprzewracało, nie jesteś już fajny a nawet już jesteś zły, egoistyczny, samolubny i wszystko olewasz...
Zdziwienie otoczenia na to, że śmiesz nie robić tego co robiłeś do tej pory będzie wielkie...

Cóż wtedy robić?
Przede wszystkim wybaczyć sobie, że nie jesteś w stanie pomóc całemu światu.
Pomagaj tam gdzie ta pomoc przynosi Ci radość, satysfakcję i nie jest przez nikogo wymuszana.
Nie daj się wpędzić w poczucie winy z powodu tego, że odmawiasz tam gdzie masz prawo odmówić.


Ja robię swoje i ty robisz swoje.
Ja nie jestem na świecie po to,
żeby spełniać twoje oczekiwania,
a ty nie masz obowiązku spełniania
moich oczekiwań.
Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
Jeśli się spotkamy – to wspaniale.
Jeśli nie – to trudno.


(Fritz Perls)


 [Comment on this topic


Pages: [1]

*****

 Messages: 768
 Topics in blog: 7

    

Categories


Wyświetleń

5124